Byłyśmy we 4 na spacerze. 10 km, 4h w lesie. Oczywiście jest w to wliczony nasz piknikowy postój.
Byłam ja, Luna oraz Weronika z dobermanką Mafią. Dziewczyny się wyszalały, a my rozmawiałyśmy i delektowałyśmy się klimatem.
Lunka zaliczyła też 1 lekcję posłuszeństwa u Weroniki, która jest też jej osobistą trenerką ;)
Po tym spacerze mogę z całego serca polecić:
1. Chojnowski Park Krajobrazowy - nie ma lepszego miejsca z dala od miasta (i blisko do miasta ;) ) na spacer z psami. Las, łąki, dróżki, ahh!
2. Sesję zdjęciową u Weroniki. Ma świetne oko a zdjęcia od niej są bajeczne!
3. Indywidualne psie szkolenie u Weroniki. Jej psy są najlepszą rekomendacją ;)
Ma serce i podejście do psów. Bez wahania powierzyłabym jej nawet najtrudniejszego psiaka!
3. Termos z gorącą herbatą <3 Jesienne spacery powinno się dopełniać łykiem dobrej herbaty!
4. Juliusy k9 IDC Power. Dalej bez zastrzeżeń. A na tym spacerze zaliczyły wszystko... łącznie z psim nieporozumieniem ;)
A poniżej zdjęcia autorstwa Weroniki oraz link na jej stronę.
sobota, 5 grudnia 2015
sobota, 28 listopada 2015
Jesiennie tak
Jesień złota, bursztynowa i ciepła to przyjemna jesień. Jesień mroźna, szara i wietrzna nie brzmi najlepiej, ale mimo to jakoś można z nią żyć. Dzisiaj zrobiłyśmy 5km, może nie jest to jakiś wyczyn, ale ja jestem zadowolona. :)
Niedługo zaczynamy robić podchody pod szkolenie na psa tropiącego. Marzy mi się by Lunka zdała egzaminy i mogła pomagać przy poszukiwaniach osób zaginionych <3
Zobaczymy co nam z tego wyjdzie.
Jak możecie zobaczyć na zdjęciach nadal chodzimy w Juliusach. Póki co są OK, zdecydowanie jesteśmy zadowolone. Było szarpanie się, były "ucieczki znienacka", było ciągnięcie pt "no rusz się w końcu!". Dają rade.
Tak nam mijają dni bardzo szybko, tak jakoś życie nam pędzi.
Co z tego wszystkiego będzie? Same nie wiemy. Ale marzymy sobie cały czas i snujemy wspólne plany :)
wtorek, 17 listopada 2015
Szansa na horyzoncie - czyli z życia wzięte.
Nie jest tak źle! Co prawda nie udało nam się znaleźć mieszkania, ale na horyzoncie majaczy się zarys czegoś większego (ekhm) mniejszym kosztem. Zobaczymy z co z tego wyjdzie!
Teraz za to Luniaste towarzystwo zbiera się w sobie by zacząć na siebie zarabiać, tzn maszyna pójdzie w ruch i zobaczymy co z tego będzie!
W końcu trzeba się realizować, czyż nie?
Co do naszych Juliusów K9, to nadal zdają egzamin na 4. Czekamy sobie aż upasione wilczydło zacznie znów iść w górę... faza szybkiego wzrostu już się skończyła, a panienka odkłada sadełko niczym porządna nastolatka. Marzy nam się wycieczka gdzieś w Polskę, ale co z tego będzie? Nie wiadomo...
Teraz za to Luniaste towarzystwo zbiera się w sobie by zacząć na siebie zarabiać, tzn maszyna pójdzie w ruch i zobaczymy co z tego będzie!
W końcu trzeba się realizować, czyż nie?
Co do naszych Juliusów K9, to nadal zdają egzamin na 4. Czekamy sobie aż upasione wilczydło zacznie znów iść w górę... faza szybkiego wzrostu już się skończyła, a panienka odkłada sadełko niczym porządna nastolatka. Marzy nam się wycieczka gdzieś w Polskę, ale co z tego będzie? Nie wiadomo...
Czas nam się rozmywa, wszędzie "coś", ciągle jakieś sprawy... A tyle chciało by się zrobić!
poniedziałek, 12 października 2015
Julius K9 IDC Power - czyli wrażenia
Był post o rozważaniach, czas na post o odczuciach. Zakupiłyśmy z Luną Julius'y K9 IDC Power rozm. 1.
Jako, że Luna była wtedy mniejsza szelki były ciut za duże, ale obecnie (10 miesięcy) są idealne, a regulacja pozwoli nam na więcej z czasem :).
Do szelek zamówiłyśmy logo z napisem WOLFDOG i postanowiłyśmy przetestować.
Powiem szczerze, że zdają egzamin. Poza spacerkami po mieście, testowałyśmy je ostatnio biegając po naszym lesie - nie po ścieżce a po chaszczach i kniejach. Produkt cały, suka cała, wszystko pięknie. Jesteśmy bardzo zadowolone. Brak obtarć, nic się nie naderwało (a mogło by chwilami).
Zobaczymy na przestrzeni kilku miesięcy jak się będą trzymały i wydamy ostateczną opinię, łącznie z tym, czy trzeba zakupić większy rozmiar jak psina osiągnie ostateczne rozmiary :)
Punktem następnym będzie dokupienie sakiewek, zobaczymy co Luna na to ;) Szykujemy się, by w przyszłości śmigała na wycieczkach z większym obciążeniem na większych dystansach.
niedziela, 13 września 2015
Czas zmian - czyli trzeb iść do przodu
Będąc teraz daleko od domu, mając wiele czasu na przemyślenia (praca jaką tu wykonuje umożliwia mi całogodzinne rozmyślanie i zatapanie się w najglębsze zakątki mojego umysłu) doszłam do pewnych wniosków. Nie są to myśli nowe, ale teraz wydają się być zdecydowanie silniejsze i konieczne do zrealizowania. Myśli te dotyczą spraw czysto osobistych, ale idą równo z moim wilczym sercem - Luną.
Życie stawia przed nami nowe potrzeby, nowe pragnienia i zmusza nas do ich realizacji poprzez różne mało przyjemne odczucia. Może trochę skaczę na głęboką wodę (i to z wilczakiem), ale muszę -MUSIMY to zrobić.
Musimy się wyprowadzić. Nie, nigdy nie mieszkałyśmy u naszego smaca alfa. On ma swoją nore a my miałyśmy swoją. Tylko, że nasza to dom rodzinny, to wieczne bycie "córką''. To bycie wiecznym dzieckiem zaczyna być uciążliwe, mimo że wielu moich znajomych chwali sobie taki styl życia i za nic w świecie nie zamieniło by się na własne, odpowiedzialne i mniej wygodne...
Jednak my musimy mieć SWOJE miejsce. Szukamy go, staramy sie wszystko posklejać. Tak naprawde to ja staram się poskladać wszystko w głowie, moja Luna nie musi się tym martwić.
Muszę znaleść tanie lokum o znośnym metrażu w odpowiedniej lokalizacji. Bardzo tanie, bo nigdy nie wiem co będzie za miesiąc. Musi być wystarczająco blisko wszystkich mioich baz, a dodatkowo wymagamy by akceptowało zwierzęta. Ba, musimy mieć swój pokój i w miare przyjazną okolice - W końcu wilczak to wilczak a nie york. Wszystkie te nasze wymagania razem, składają się w coś co na wejśćciu dostało łatkę "awykonalne".
I co teraz? Oczywiście szukamy po znajomych, rozpytujemy, przeszukujemy internet. W wersji awaryjnej możemy mieszkaćz kimś, ale ten ktoś ma podobne wymagania co my. Podwójnie "awykonalne". Dwie kobiety, dwa psy i kot. Malo pieniędzy, te same potrzeby względem lokalizacji... Potrzeba nam chyba odrobiny szczęścia.
W idealnym świecie mieszkałabym sama z Luną, płacąc studencki (niski) czynsz i dopłacała za internet. Mialybyśmy blisko na uczelnie, do miłości, do parku, do domu rodzinnego (wzlędnie blisko, bo to dość daleko :P) .
Jak to będziędzie - nie wiem. Myślę, szukam, rozpytuje, męcze, marzę, łudzę się, śnię na jawie. Kiedy nam się uda, czy w ogóle nam się uda, czy będzie dobrze, czy nie popełnimy największego błędu w życiu... Nigdy nie wiemy. Nigdy tego nie wiemy. Patrze na ekranie w te złote wilcze oczy i myślę: "musi nam się udać moja bura rozbojnico, musi"
czwartek, 10 września 2015
Rozstania. Czyli unikamy, ale czasem trzeba...
Nie spodziewałam się, że będę musiala się rozdzielić z moim Wilczątkiem na tak długo. Cały czas zakadałam, że zawsze będę mogła wszędzie ją ze sobą zabrać, nawet kosztem naginania pewnych zasad, regulaminów itp. Niestety, życie szybko mnie zweryfikowało i musiałam wyjechać na pare ładnych tygodni... Co zrobić w takiej sytuacji? Wilczaki przywiązują się wyjątowo mocno i często ?przeżywają nawet kilkugodzinne rozstanie. Jak zatem poradzić sobie z kilkutygodniową rozłąką?
U nas sprawa ma się o tyle dobrze, że nie rzuciłam mojej burej na głęboką wodę. Zdarzało się tak, że kilka dni musiała spędzić na wsi u mojej mamy. Stopniowo przyzwyczajała się do pomieszkiwania z innym stadem/sforą/watahą. Oczywiście, nie było to różowe, ale znośne. Znała otoczenie, ludzi, zwierzęta, zapachy. Miała swoje bezpieczne kryjówki, zwyczaje, które praktykowała tylko mamy na podwórku.
Wiem, że tęski za mną i płacze me serce gdy o tym myślę. Straam się skupić na tym, że robie to też dla niej. Dzięki temu będziemy ogły mieć takie życie na jakie zasługujemy, spełniając marzenia. Musi przecierpieć te dni by potem cieszyć się mną i innymi rozrywkami. Nie dzieje jej się krzywda - muszę o tym pamiętać. Ma zapewnionyruch, zabawe, pożywienie, ciepło, miłość, naukę. Ten miesiąc z hakiem jakoś przeżyjemy, pózniej będzie tylo lepiej. Życie czasem doświadcza nas na różne sposoby. Nie zawsze są to sytuacje przyjemne miłe czykomfortowe dla nas i/lub naszych bliskich. Trzeba nauczyć się tego, by przejść to w możliwie jak najmniej bolesny sposób!
Nie jestem osobą bez serca - po 3 tygodniach przyjechałam do domu na weekend, żeby móc wyściskać psiaki, zwierzaki i inne stworzenia. Chociaż tyle, aby nie zwariować. Wilczydło? Pozatum, że niegrzeczne gdy mnie nie ma, nie okazywała inaczej swego bólu z powodu rozłąki :) Pozostało jeszcze trochę, już niedługo razem ļedziemy leżały na sofie i pisały posta!
czwartek, 30 lipca 2015
SLED szelki - czyli pierwsza lekcja dogtrekkingu ;)
Ten post będzie o:
1. nowych SLED'ach
2. Pierwszej lekcji trekkingu a właściwie DOGtrekkingu.
1. Zacznijmy od początku!
W ramach psich sportów postanowiłam zacząć poważny dogtrekking. Zaczęłam od zakupów.
Po przeszperaniu internetu wybór był prosty --> sklep SALI.PL
Ceny przystępne, wizualnie OK, paru blogerów też robiło tam zakupy --> zaufałam. Nie znam się (jeszcze) na tym, to moja pierwsza przygoda z dogtrekkingiem zobaczymy za parę tygodni jak szelki zdadzą egzamin. Oczywiście zakupiłam "akuratne" czyli takie by w obwodzie już pasowało ALE by pasowało nam również za miesiąc czy dwa... czyt, ciut za duże (zobaczycie na zdjęciach).
Luna wygląda w nich nieco zabawnie, zwłaszcza jak stoi. Paski śmiesznie odstają i w pierwszej chwili nieco zwątpiłam :p dopiero jak podpięłam sukę do smyczy i ruszyła - dostrzegłam jakiś sens.
UWAGA. Jeśli coś odstaje nie przejmujcie się tym. Jeśli w ruchu zdaje egzamin - jest ok. Przynajmniej tak mi się wydaje :)
Wracając do samych szelek... Wszystko zgadza się z opisem. Solidnie, sensownie, bez udziwnień. Polecam, zwłaszcza jeśli jesteśmy początkujący i nie chcemy wydać fortuny na "dzień dobry".
Co do noszenia i użytkowania - psa trzeba nauczyć w nich chodzić. Nie jest to takie hop-siup. I właśnie tu zaczęła się nasza 1 lekcja dogtekkingu :)
2. Z początku Luna musiała zrozumieć, że ma iść przede mną. Szelki skonstruowane są dla psów ciągnących czyli logiczne - pies nie może iść obok nas ani nieco przed nami. Żeby ją do tego przekonać wymyśliłam komendę "prosto" która w Luniastym języku ma oznaczać "idź przed przewodnikiem, środkiem". Pies nie rozumie polskiego, a słowa mają taki sens jaki mu nadamy :) Zaczynam zawsze od "idź" co po naszemu oznacza "możesz już ruszyć". Kiedy zaczyna iść zachęcam ją by mnie wyprzedziła, mówiąc PROSTO. Kiedy trafiała na właściwy tor słyszała milutkie "dobrze!". Szło jak szło, ale jakoś załapała. Oczywiście zbaczała z trasy, przecież była w nowej okolicy i ciekawość czasem zwyciężała, ale nie ganiłam ją zbyt mocno. Korygowałam i powtarzałam wszystko w koło. W połowie drogi w jedną stronę, trzymałam się już kategorycznie "PROSTO", jeśli zbaczała z trasy słyszała "NIE", które zna aż za dobrze.
Ciężki trening, ale to nasza 1 lekcja była więc do zaakceptowania. Następnym razem nie będzie zadziwiona nową okolicą, będę wymagała już więcej.
Jakie wnioski z tej lekcji?
Żeby SLEDy miały sens, pies musi być usłuchany na spacerach i znać podstawy. Jasne, można go tego uczyć mając szelki (uprząż) tak jak my to robimy, ale łatwiej będzie gdy nasz pies opanuje chociaż chodzenie przed nami na komendę. Lunę uczyłam tego "na" obroży. Inaczej nie umiała zrozumieć o co mi chodzi. Sledy mają kółeczko tuż przy ogonie, więc manewr smyczą jest utrudniony, bo sledy nie służą ani do zmiany kierunku ani do "przeciągnięcia" na przód.
Jak na razie, to jedyne nasze spostrzeżenia. Zobaczymy co będzie dalej!
1. nowych SLED'ach
2. Pierwszej lekcji trekkingu a właściwie DOGtrekkingu.
1. Zacznijmy od początku!
W ramach psich sportów postanowiłam zacząć poważny dogtrekking. Zaczęłam od zakupów.
Po przeszperaniu internetu wybór był prosty --> sklep SALI.PL
Ceny przystępne, wizualnie OK, paru blogerów też robiło tam zakupy --> zaufałam. Nie znam się (jeszcze) na tym, to moja pierwsza przygoda z dogtrekkingiem zobaczymy za parę tygodni jak szelki zdadzą egzamin. Oczywiście zakupiłam "akuratne" czyli takie by w obwodzie już pasowało ALE by pasowało nam również za miesiąc czy dwa... czyt, ciut za duże (zobaczycie na zdjęciach).
Luna wygląda w nich nieco zabawnie, zwłaszcza jak stoi. Paski śmiesznie odstają i w pierwszej chwili nieco zwątpiłam :p dopiero jak podpięłam sukę do smyczy i ruszyła - dostrzegłam jakiś sens.
UWAGA. Jeśli coś odstaje nie przejmujcie się tym. Jeśli w ruchu zdaje egzamin - jest ok. Przynajmniej tak mi się wydaje :)
Wracając do samych szelek... Wszystko zgadza się z opisem. Solidnie, sensownie, bez udziwnień. Polecam, zwłaszcza jeśli jesteśmy początkujący i nie chcemy wydać fortuny na "dzień dobry".
Co do noszenia i użytkowania - psa trzeba nauczyć w nich chodzić. Nie jest to takie hop-siup. I właśnie tu zaczęła się nasza 1 lekcja dogtekkingu :)
2. Z początku Luna musiała zrozumieć, że ma iść przede mną. Szelki skonstruowane są dla psów ciągnących czyli logiczne - pies nie może iść obok nas ani nieco przed nami. Żeby ją do tego przekonać wymyśliłam komendę "prosto" która w Luniastym języku ma oznaczać "idź przed przewodnikiem, środkiem". Pies nie rozumie polskiego, a słowa mają taki sens jaki mu nadamy :) Zaczynam zawsze od "idź" co po naszemu oznacza "możesz już ruszyć". Kiedy zaczyna iść zachęcam ją by mnie wyprzedziła, mówiąc PROSTO. Kiedy trafiała na właściwy tor słyszała milutkie "dobrze!". Szło jak szło, ale jakoś załapała. Oczywiście zbaczała z trasy, przecież była w nowej okolicy i ciekawość czasem zwyciężała, ale nie ganiłam ją zbyt mocno. Korygowałam i powtarzałam wszystko w koło. W połowie drogi w jedną stronę, trzymałam się już kategorycznie "PROSTO", jeśli zbaczała z trasy słyszała "NIE", które zna aż za dobrze.
Ciężki trening, ale to nasza 1 lekcja była więc do zaakceptowania. Następnym razem nie będzie zadziwiona nową okolicą, będę wymagała już więcej.
Jakie wnioski z tej lekcji?
Żeby SLEDy miały sens, pies musi być usłuchany na spacerach i znać podstawy. Jasne, można go tego uczyć mając szelki (uprząż) tak jak my to robimy, ale łatwiej będzie gdy nasz pies opanuje chociaż chodzenie przed nami na komendę. Lunę uczyłam tego "na" obroży. Inaczej nie umiała zrozumieć o co mi chodzi. Sledy mają kółeczko tuż przy ogonie, więc manewr smyczą jest utrudniony, bo sledy nie służą ani do zmiany kierunku ani do "przeciągnięcia" na przód.
Jak na razie, to jedyne nasze spostrzeżenia. Zobaczymy co będzie dalej!
niedziela, 19 lipca 2015
Wilk w Wilczaku
Bywają takle dni, że zapominam o wilku, który jest w moim "psie". Czasem w ogóle wydaje mi się, że to pies i tak właśnie o niej myślę. Porównuje ją do innych psów, staram się "wychowywać" jak inne psy. Jednak moja Luna umie mi przypomnieć, że nie jest psem, a hybrydą psa i wilka. Nawet jeśli jej rodzicem nie jest Canis Lupus Lupus, to jest nim prapra (..) dziadek i nie powinnam traktować ani myśleć o niej jak o typowym psie.
Dzisiaj znów zapomniałam o wilku jaki w niej jest. Mimo chodzenia na smyczy, "siad" na komendę, spaniu ze mną w łóżku, jedzeniu z miski itp nadal ma w sobie Canis Lupus Lupusa.
Byliśmy dziś stadkiem na spacerze w jednym z popularnych warszawskich parków. Piękna pogoda, dzieci, wózki, psy, całe rodziny. W dwóch słowach: masa ludzi. 4-nożne były dwie, ruda i Lunka. Po oswojeniu się młodej z gwarem puściłam ją ze smyczy. Bywały momenty, że hałas i tłum oszałamiają mojego wilczaka. Miała wtedy problem z koncentracją i łatwo się gubiła. Poradziłyśmy sobie z tym, za każdym razem odnajdywała mnie wzrokiem i trzymała się raczej blisko: nas, lub swojej rudej przyjaciółki.
Spacer zmierzał ku końcowi i obraliśmy kierunek na plac zabaw. Miałam gdzieś w oddali przeczucie, że może powinnam zapiąć sukę na smycz, ale postanowiłam dać jej szansę. Przecież było ok.....
Było, dopóki nie trzeba było przejść koło placu zabaw, między ludźmi grającymi w koszykówkę, między rodzinami z dziećmi itp itd. Widziałam, że się stara, ale nie mogła się przełamać i kiedy odległość między nami osiągnęła jakieś 10m (gdzie zwykle to wystarczy bo czuje się odłączona od stada i biegnie do nas czym prędzej) nagle zrobiła zwrot i... dala nogę. Dałam jej może 2 sekundy na "ominięcie" bajora ale bajoro ominęła i zniknęła mi w krzakach. Mało rozradowana rzuciłam się w pogoń. To był ten moment kiedy wilczak ogłuchł na wszelkie komendy i rozkazy. Nie była to ignorancja ani "testowanie sił". Dostała zwykłego ataku lęku a panika kazała jej uciekać.
Nie zwiała daleko, nie zdążyła wybiec z parkowego lasku, za to stwierdziła, że w połowie zdewastowane drzewo będzie świetną jamą i zaczęła sobie pomagać kopaniem. Byłabym mega wściekła gdybym widziała w tym "niezależność" i "psią samowole" pomieszaną z chamską ignorancją.. Jednak to nie było niczym z wyżej wymienionych rzeczy. To był pierwotny strach, który zajął jej umysł i kazał działać wyjątkowo instynktownie. Pomijając to, że instynktownie powinna podążać za nami... Zrozumiałam, że dystans pomagał ale w momencie gdy było mniej ludzi/. Gwar, hałas, szum spowodował, że totalnie straciła kontakt z bazą i najprawdopodobniej my (czyli dwoje dorosłych i dziecko) staliśmy się niewidoczni w tłumie.
Po tej przygodzie wiem jedno. Nie ma chodzenia bez smyczy gdy robi się gęściej. Dalej się socjalizujemy ze społeczeństwem i muszę przyznać, że idzie nam coraz lepiej :)
Co do wilka w wilczaku... Poniżej załączam pare zdjęć wilka europejskiego (euroazjatyckiego) oraz pierwszych czechosłowackich prób stworzenia wilczo-psiej hybrydy, z angl. wolfdog'a, po naszemu by to było.. wilkopsa :)
Dzisiaj znów zapomniałam o wilku jaki w niej jest. Mimo chodzenia na smyczy, "siad" na komendę, spaniu ze mną w łóżku, jedzeniu z miski itp nadal ma w sobie Canis Lupus Lupusa.
Byliśmy dziś stadkiem na spacerze w jednym z popularnych warszawskich parków. Piękna pogoda, dzieci, wózki, psy, całe rodziny. W dwóch słowach: masa ludzi. 4-nożne były dwie, ruda i Lunka. Po oswojeniu się młodej z gwarem puściłam ją ze smyczy. Bywały momenty, że hałas i tłum oszałamiają mojego wilczaka. Miała wtedy problem z koncentracją i łatwo się gubiła. Poradziłyśmy sobie z tym, za każdym razem odnajdywała mnie wzrokiem i trzymała się raczej blisko: nas, lub swojej rudej przyjaciółki.
Spacer zmierzał ku końcowi i obraliśmy kierunek na plac zabaw. Miałam gdzieś w oddali przeczucie, że może powinnam zapiąć sukę na smycz, ale postanowiłam dać jej szansę. Przecież było ok.....
Było, dopóki nie trzeba było przejść koło placu zabaw, między ludźmi grającymi w koszykówkę, między rodzinami z dziećmi itp itd. Widziałam, że się stara, ale nie mogła się przełamać i kiedy odległość między nami osiągnęła jakieś 10m (gdzie zwykle to wystarczy bo czuje się odłączona od stada i biegnie do nas czym prędzej) nagle zrobiła zwrot i... dala nogę. Dałam jej może 2 sekundy na "ominięcie" bajora ale bajoro ominęła i zniknęła mi w krzakach. Mało rozradowana rzuciłam się w pogoń. To był ten moment kiedy wilczak ogłuchł na wszelkie komendy i rozkazy. Nie była to ignorancja ani "testowanie sił". Dostała zwykłego ataku lęku a panika kazała jej uciekać.
Nie zwiała daleko, nie zdążyła wybiec z parkowego lasku, za to stwierdziła, że w połowie zdewastowane drzewo będzie świetną jamą i zaczęła sobie pomagać kopaniem. Byłabym mega wściekła gdybym widziała w tym "niezależność" i "psią samowole" pomieszaną z chamską ignorancją.. Jednak to nie było niczym z wyżej wymienionych rzeczy. To był pierwotny strach, który zajął jej umysł i kazał działać wyjątkowo instynktownie. Pomijając to, że instynktownie powinna podążać za nami... Zrozumiałam, że dystans pomagał ale w momencie gdy było mniej ludzi/. Gwar, hałas, szum spowodował, że totalnie straciła kontakt z bazą i najprawdopodobniej my (czyli dwoje dorosłych i dziecko) staliśmy się niewidoczni w tłumie.
Po tej przygodzie wiem jedno. Nie ma chodzenia bez smyczy gdy robi się gęściej. Dalej się socjalizujemy ze społeczeństwem i muszę przyznać, że idzie nam coraz lepiej :)
Co do wilka w wilczaku... Poniżej załączam pare zdjęć wilka europejskiego (euroazjatyckiego) oraz pierwszych czechosłowackich prób stworzenia wilczo-psiej hybrydy, z angl. wolfdog'a, po naszemu by to było.. wilkopsa :)
CANIS LUPUS LUPUS
____________________
pierwsze wilczaki czechosłowackie
sobota, 18 lipca 2015
Test i recenzja obroży "Grey Elegance" od FurkidZ
Na początek parę słów o sklepie. Od jakiegoś czasu
przeszukiwałam internet w poszukiwaniu smyczy/obroży/szelek wykonywanych na
zamówienie. Pierwszym sklepem, który wzięłam pod lupę był właśnie FurkidZ.
Oczywiście nie skończyłam na jednej stronie, poszukałam,
porównałam ceny, porównałam ozdobne taśmy do wyboru i ostatecznie padło właśnie
na FurkidZ.eu
Witryna www jest bardzo czytelna i nie ma problemu z
wyszukaniem interesujących nas informacji jak czas produkcji czy oczekiwania na
produkt. Dzięki rozwijanym rubrykom możemy wybrać wymiary, rodzaj taśmy,
obszycie (lub jego brak) oraz rodzaj zapięcia. Nie jest to jedyny tak
skontrowany sklep z akcesoriami dla psów, ale zakochałam się w jednej obroży i
to było decydujące :)
Zamówiłam na stronie dwa produkty: obroże oraz podwójną
smycz Dwójnik dla psów FurTeam®. O niej napiszę w innym poście
Obie rzeczy były produkowane równo 3 dni. Przypadkiem
dowiedziałam się, że sklep mam tak na prawdę po sąsiedzku i nie muszę czekać na
paczkę. Muszę też pochwalić bardzo miłą obsługę sklepu, nie ma problemów z
niestandardowymi zamówieniami :)
Co zamówiłam? Wg strony furkidzZ.eu: "Typ zapięcia:
Zatrzask plastikowy; Szerokość taśmy: 4,0 cm; Obwód szyi psa: 40-50cm;
Podszycie (+9 zł i +1cm szer.)" - zapłaciłam 39zł
Co mówi strona o produkcie?
Skopiowane ze strony: "Do tworzenia produktów
FurkidZ.eu, używamy tylko sprawdzonych materiałów. Bazą są mocne taśmy
poliestrowe (odporność na zerwanie do 1200kg), na które naszyta jest ozdobna
tkanina - 100% bawełna. Wszystko jest dokładnie zszyte mocnymi nićmi
kaletniczymi, przy zachowaniu szczególnej uwagi w miejscach wszycia okuć, przy
których stosujemy min. 3-krotny szew.
Mocne, spawane okucia metalowe (oraz wyprofilowany
plastikowy zatrzask - jeżeli wybierasz wariant z zatrzaskiem), sprawiają, że
obroże są wytrzymałe, a jednocześnie bardzo ładnie dopasowują się do psiej
szyi."
Zamówione rzeczy dostałam spakowane w siateczkowy woreczek.
Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia.
Wymiary, materiały oraz kolory zgadzają się z opisem. Obroża
jest solidnie i ładnie wykonana, nie mam żadnych zarzutów. Przez grubość taśm
utrudniona jest zmiana regulacji, aczkolwiek po paru minutach starań udało się
:) Obroże celowo kupiłam większą (dłuższą, szerszą) ponieważ suka rośnie, a
mamy nadzieję, że trochę nam posłuży.
Produkt pięknie się prezentuje i w pełni zaspokoił moje
oczekiwania! Polecam ten sklep, ceny są zadowalające a obie zamówione przeze
mnie rzeczy zdają jak na razie egzamin. Więcej będę mogła powiedzieć po
dłuższym użytkowaniu.
wtorek, 14 lipca 2015
Spływ kajakowy + namioty... z psami. PHOTOS part 1.
Jednym słowem - udany. W dwóch słowach: bardzo udany. Spływ kajakowy, piękno natury, lasy, busz, szuwary, nenufary, kolorowe ważki, upał, czysta woda, spokój, świetne towarzystwo. Noclegi na dziko, namioty, ognisko, kucheneczka turystyczna i tanie dania w słoikach. Komary, gwiazdy, żarty i opowiastki. Wspaniałe wakacje.
Szkoda tylko, że część osób ze zdziwieniem dodaje:
Jak to zaplanować?
Co jeszcze mogę dodać? Wszędzie gdzie byliśmy, mogliśmy wejść z psami. Ostatni nocleg (domek letniskowy) również nie był problematyczny. W paru słowach: na Mazury tylko z psami :) Niesamowita przygoda, zacieśnianie więzi z czworonogami, nowe doświadczenia, odpoczynek (aktywny!) na łonie natury, dosłownie za grosze :) Polecam wszystkim!
Szkoda tylko, że część osób ze zdziwieniem dodaje:
Z PSAMI?!
Tak. Właśnie tak. Zabraliśmy na ten wyjazd 2 psy. W tym mojego wilczaka. Pół rocznego. JAK TO MOŻLIWE? Turyści, urlopowicze, kajak, namiot, woda, las. Jak?
Ano tak ;)
Taki wyjazd jest możliwy. Wystarczyło zaryzykować aby się o tym przekonać. Jak zapakować psa? Jakie mam rady i spostrzeżenia co do takiego wyjazdu?
CO ZABRAĆ ZE SOBĄ:
- obrożę odblaskową, dopasowane szelki, adresatkę (nawet jeśli pies ma czip.Ja zabrałam pomarańczową neonową obrożę z Decathlonu (dział myśliwski) z numerem telefonu napisanym markerem (tak by było go widać z większej odległości) - wyeliminowaliśmy tak zapinanie adresatki, która często przepada w chaszczach. Szelki mieliśmy typowo miejskie, skórzane - polecam takie które mają dodatkowy pasek pod brzuchem i są bardzie rozbudowane + uchwyt. Bardzo ułatwia to wyjmowanie psa z wody i wsadzanie do kajaka - bez sprawiania mu bólu.
- Smycz przepinaną lub dwie smycze: 1. krótsza to przemieszczania się miedzy ludźmi, dziećmi i innymi psami 2. dłuższa.
- długą linkę z mocnym karabińczykiem. Bardzo ułatwia to sprawę gdy trzeba rozbić obozowisko a pies plącze się nam pod nogami. Możemy owiązać psa do drzewa lub kajaka i mamy pewność, że nie zniknie nam z pola widzenia. Trzeba pamiętać o rozplątywaniu psa jeśli jest ruchliwy - może sobie zrobić krzywdę jeśli się zaplącze - moja Luna wymyśliła jak się samej rozplątywać, ale to dopiero 3 dnia. ;)
- Kocyk lub coś miękkiego. U mnie się sprawdziło. Mimo tego, że psy migrowały w namiocie, kładły się z początku na kocyku.
- Smaczki, kości lub inne smakołyki które zajmują czas. Były momenty, że pies się nudzi. Zwłaszcza młody. Kiedy my zajmowaliśmy się rozbijaniem obozu lub chcieliśmy porozmawiać przy kolacji pod gołym niebem - kości zajmowały psie pyszczki. Ja wzięłam 3 na 3 doby na głowę.
- Kaganiec. Nam nie był potrzebny, ale różnie bywa. Zawsze warto mieć przy sobą np na wypadek nieplanowanego przejazdu środkami komunikacji.
- Miska uniwersalna. Nam wystarczyła jedna turystyczna z najniższej półki oraz mała plastikowa miseczka. Przez większość dnia była w nich woda, a jedynie w porze karmienia (u nas raz dziennie obowiązkowo, czasem na wieczór dodatkowo) wylewaliśmy wodę i wysypywaliśmy karmę do suchych misek.
- Obroża odstraszająca kleszcze. Nasze psy nie były zabezpieczone kroplami, więc zainwestowaliśmy w obroże przeciw kleszczowe. Skuteczność dość realna - wyjęliśmy tylko 1 kleszcza jednej suce.

Jak to zaplanować?
- Mamy małego psa i młodego psa rasy dużej. Psy się pomieściły, dzięki temu, że moja miłość wybrała 3 osobowy solidny kajak. Na tyle siedział nasz napęd (moja miłość), w środkowym luku na bagażach poupychanych w wodoszczelne torby siedziała suczka rasy małej, a na przodzie, w moich "nogach" (precyzując - pomiędzy nimi, na nich, pod nimi) leżała Luna.
- Tak jak czytałam u Watahy w Podróży, także nasze psy nie miały wilczego apetytu w czasie wyjazdu. Mimo zabraniu 3 porcji na 3 doby psy zjadły może połowę. Nauka na następny wyjazd by nie przesadzać z ilością karmy gdy jedziemy odpoczywać biernie (czyt. psy jadą odpoczywać biernie).
- Śmiało bierzcie psa na kajaki jeśli jest dość usłuchany by grzecznie siedzieć sam w jednym miejscu. Jeśli wybieracie się na jednodniowy spływ kajakowy, pies może siedzieć w środkowym luku (przy 3 osobowym kajaku), lub na przodzie (2 osobowy kajak). Gdy wasza psia pociecha nie jest zbyt spokojna bo np jest młodym psiakiem (jak moja wilczaczka) śmiało można posadzić psa między nogami. Mając w ręku smycz, a dodatkowo trzymając psa kolanami - mamy całkowitą kontrolę nad naszym psem. Dziób kajaka oferuje nam sporo miejsca - moja suka mogła całkowicie skryć się przed słońcem, lub położyć się wygodnie.
- Zanim zaskoczymy psa spaniem pod namiotem polecam rozłożyć namiot w domu, wejść do środka i zaprosić psa. Jeśli zapozna się z nim w bezpiecznym miejscu będzie mu łatwiej usiedzieć spokojnie w namiocie. :) Poświęciliśmy na ten zabieg 10 min i noce były spokojne. Oczywiście, nie wiemy, czy to zasługa domowego eksperymentu, ale zrobiliśmy tak i było OK.
- Przed wejściem do kajaku starałam się zapewnić im więcej ruchu. Cały dzień w kajaku + noc w namiocie -> nie zapominajmy o zapewnieniu psu odpowiedniej dawki ruchu. Im więcej się porusza przed wypłynięciem - tym spokojniejszy będzie w kajaku, im więcej się wyżyje po wyjściu z niego - tym lepiej będzie spał.
- Po rozbiciu obozowiska warto poświęcić psu więcej czasu na spacer o szerokim zasięgu "terenowym". Po pierwsze, umożliwimy psu załatwienie wszystkich potrzeb fizjologicznych. Po drugie, jeśli psa po spacerze upniemy to zdążymy tym spacerem zapewnić mu jakąś dawkę ruchu (będzie mu się z pewnością lepiej spało :) ), a po trzecie w razie gdyby jakiś cudem oswobodził by się ze smyczy i poszedł sobie sam na eksploracje, to mamy większe szanse, że się nie zagubi i nie wpadnie w panikę, jeśli za daleko odejdzie. Nie jestem psim psychologiem/behawiorystą ale z moich doświadczeń wynika, że zdaje to egzamin. Robię tak zwykle przed puszczeniem Luny luzem na nowym terenie. Czuje się pewniej, wie w którą stronę do domu i doznaje mniejszego szoku gdy coś ją wystraszy.
OBAWY:
- Co, jeśli pies wyskoczy z kajaka? Od czego mamy szelki i smycz? Przez całą trasę kajakowania trzymałam psy na smyczach. Nawet jeśli którejś zdarzyło się wskoczyć do wody (za łabędziem np, lub po to by się ochłodzić) nie trzeba było panikować: przyciągałam psa smyczą do kajaka i chwytałam za szelki. Na szczęście wilczaczce się to nie zdarzyło :) ale raz ładowałam ją z wody na pomost, gdy się pod nim zaplątała i nie umiała sama wejść. W takich sytuacjach sprawdzą się szelki, o których pisałam wcześniej.
- Jeśli psu się coś stanie, to co wtedy? Na różnych portalach i blogach widziałam noty o tym jak skompletować apteczkę dla psa. Nie będę powtarzała treści, jednak wystarczy poświęcić na to parę minut przed monitorem komputera. Przed wyjazdem należy sprawdzić trasę jaką będziemy się poruszali, ustalić sobie najbliższe kliniki weterynaryjne, kursy komunikacji miejskiej czy nawet taksówki (jeśli to większa miejscowość/miasto). Niezastąpiona jest w takich wypadkach działająca komórka z internetem. Jedyne co nas może ograniczać to brak zasięgu, ale jeśli mamy dobrze zapamiętaną trasę, w krytycznych sytuacjach można postępować już na czuja.+ Pierwsza pomoc dla psa. Internet jest bankiem wiedzy, informacji. Korzystajmy z tego!
- Gdy popsuje się pogoda, zacznie padać, będzie gradobicie i deszcz meteorytów to co zrobimy z psem?! Najprościej ujmując, wystarczy śledzić prognozy pogody. Tak, tak... nie zawsze się sprawdzają, ale życie zwykle bywa pełne niespodzianek. Gdy pracujemy nad trasą naszego spływu, warto poszukać w sieci i podzwonić do wszystkich punktów noclegowych. Spanie z mokrym psem w namiocie, w mokrych ubraniach i mokrym śpiworze może nie brzmieć zbyt optymistycznie. Ostatecznie można przenocować w tak zwanych '"domkach". W takich miejscach turystycznych jak szeroko pojęte Mazury jest ich wiele, ale upewnijmy się, że jesteśmy mile widziani z psami. Jeśli jednak chcemy być bardzo dzicy, szaleni, nieustraszeni i nie szczędzimy pieniędzy na gadżety, możemy zainwestować wcześniej w płaszcz przeciwdeszczowy dla psa. Może nie osłoni to 100% ciała zwierzaka, ale zdecydowaną większość. :)
Etykiety:
aktywne psy,
dla psa,
podróże z psem,
przed wyprawą,
psiarze,
psie sporty,
spacery,
szczeniak,
wakacje,
wilczak,
wilczaki,
wilczaki czechosłowackie,
wilk,
wilki,
wyprawy z psem,
życie z psem
niedziela, 12 lipca 2015
Zakupów czas.
Obiecałam posta o wyjeździe (spływ kajakowy + namioty), ale czekam na zdjęcia - jeszcze chwilę się wstrzymam z publikacją.
Za to przymierzałam się od dłuższego czasu do zakupów. Rzecz jasna internetowych , jak wiadomo nie mamy czasu na jeżdżenie po sklepach. Czekamy na dostawę z Juliusa K9 (wybrałyśmy sobie kolor na zamówienie), zamówienie z Furkidz'a realizuje się (okazało się, że właściciele sklepu to moi sąsiedzi, więc nie będę czekała na listonosza ;P), a zamówiłyśmy obroże i smycz dla wilczej królewny. Dodatkowo postanowiłam zainwestować w Pokusę dla dorosłych psów (sztuk: 1) i dla szczeniąt (sztuk: 1) tak o, na próbę. Nie wydaje mi się abym miała w planach faszerować mojego psa pokusą, ale jeśli zasmakuje to zaopatrzymy się w większe opakowanie by dorzucać co jakiś czas :) Suplementów nie podaje prawie żadnych (poza wapnem rosnącej), po kieszeni bardzo nie zaboli, a i wilczyca skorzysta :)
Jak każdy, wiadomo, chciałabym zrobić większe zakupy, ale środki nam na to nie pozwalają. Ograniczyłyśmy się do rzeczy koniecznych, a pokusa wpadła nam w ramach mało kosztownego eksperymentu.
Za to przymierzałam się od dłuższego czasu do zakupów. Rzecz jasna internetowych , jak wiadomo nie mamy czasu na jeżdżenie po sklepach. Czekamy na dostawę z Juliusa K9 (wybrałyśmy sobie kolor na zamówienie), zamówienie z Furkidz'a realizuje się (okazało się, że właściciele sklepu to moi sąsiedzi, więc nie będę czekała na listonosza ;P), a zamówiłyśmy obroże i smycz dla wilczej królewny. Dodatkowo postanowiłam zainwestować w Pokusę dla dorosłych psów (sztuk: 1) i dla szczeniąt (sztuk: 1) tak o, na próbę. Nie wydaje mi się abym miała w planach faszerować mojego psa pokusą, ale jeśli zasmakuje to zaopatrzymy się w większe opakowanie by dorzucać co jakiś czas :) Suplementów nie podaje prawie żadnych (poza wapnem rosnącej), po kieszeni bardzo nie zaboli, a i wilczyca skorzysta :)
Jak każdy, wiadomo, chciałabym zrobić większe zakupy, ale środki nam na to nie pozwalają. Ograniczyłyśmy się do rzeczy koniecznych, a pokusa wpadła nam w ramach mało kosztownego eksperymentu.
Czym jest pokusa? Zapraszam do przeczytania notki poniżej:
PODRÓŻE Z PSEM - POKUSA test
Wracając do szelek, smyczy i obroży... Spacery z Luną są jeszcze problematyczne. Problematyczne są, jeśli wychodzimy na miasto, do tłumu ludzi, tam gdzie samochody i gwar. Walczymy z lękami i socjalizujemy się jak tylko możemy, ale bez pewnych narzędzi mamy z tym problem. Jako, że "na Warszawę" ruszamy z 2 psami, a wygodniej jest gdy obojgiem psów steruje 1 osoba, zainwestowałam w małe ułatwienie. Każdy kto spacerował gdziekolwiek z 2 psami z 2 smyczami wie o czym mówię. Nie unikniemy podcinania nóg (jeśli jeden z psów ma pomysł zmienić kierunek za naszymi plecami, oczywiście niepostrzeżenie - by następnie wypruć radośnie do przodu yhh). Na to zaradzić może tylko nauczenie psa chodzenia obok nas a nie za nami. Jednak gdy psy idą łeb w łeb, węszą, kręcą się np na trawniku - nie trudno o zaplątanie się dwóch smyczy. Znalazłam na to rozwiązanie za ok 50zł. Jest to smycz stworzona z myślą o takich spacerach. Kiedy dostaniemy ją do rąk i przetestujemy - machniemy jakąś recenzję :)
Konkretne szelki zakupuje z myślą o wycieczkach: zarówno tych mniejszych jak i większych. Pisałam już o tym w jednym z postów.
Ostatnia została nowa obroża. Nie będę kłamała, że Luna ma smycz podpiętą do obroży. Czasami nam się zdarza ale jestem fanką szelek. Nic mnie nie przekona do zmiany podejścia ;) jednak ciężko jest mi przypiąć numerek (adresatkę) do szelek. Majta się to mało estetycznie, brzdąka i jakoś jest to mało widoczne. Pomijam to, że chcę sukę zaczipować... Jednak adresatki bywają niezastąpione -> czasem jest to pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy gdy widzimy błąkającego się psa.- 1 rzecz, która olśniewa przeciętnego kowalskiego "o! ten pies ma właściciela musiał się zagubić lub uciec!".
Obroży mamy kilka. Pomarańczową neonową z wymarkerowanym numerem telefonu (sprawdza się na wyjazdach), przeciętną cienką odblaskową (idealna na nocne spacery po osiedlu). Nie mamy jednak obroży "na miasto". Jestem typową kobietą i lubię błyskotki - stwierdziłam, że póki mam środki to zainwestuje w coś co będzie mi się wizualnie podobało i doda uroku wilkowi :D Będzie ciut księżniczkowo, ale załagodzi ten efekt nowa smycz :p Przekonacie sie o tym jak opiszemy nasze odczucia :)
Zastanawiam się jeszcze nad jednymi szelkami. Z racji tego, że chcę wrócić na serio do dogtrekkingu (a precyzując: wrócić do momentu kiedy poważnie chciałam się za to zabrać i zaczęłam robić pierwsze podejścia), zainteresowały mnie uprzęże dla psów typu SLED i NORWESKIE. Jak na razie chcę dostrzec różnice między oboma typami i wybrać odpowiednie dla nas. Wiąże się to z zakupem nowego pasu biodrowego - znów mam ochotę zaszaleć!!! Jednak nie wiem co na to mój portfel więc nie zdecydowałam się jeszcze.
Kajakowo namiotowa Luna, przyłapana na drapaniu się :)
Etykiety:
akcesoria dla psów,
dla psa,
dogtrekking,
obroża,
pies,
pokusa,
psie sporty,
psie zakupy,
psy,
smycz,
spacery,
suplementy,
szelki,
wakacje,
wilk,
zakupy
wtorek, 30 czerwca 2015
Spotkanie z 3wilki.pl Wataha w Podróży - Warszawa.
Wczorajszy dzień zaliczamy z Luną do bardzo udanych! Precyzując, udany miałyśmy wieczór, który dla nas obu był naprawdę pouczający i rozbudzający wewnętrzne pragnienie by ruszać w świat tak jak nam dusze podpowiadają (na razie liczmy na moją duszę, bo 6-cio miesięczny wilczak ma w duszy jedzenie i galop przez środek skrzyżowania - co może być mało bezpiecznie :p )
29.06.2015 w warszawskim Południku Zero (bardzo przyjemny lokal przy ul. Wilczej 25, psy mile widziane!!! ) odbyło się spotkanie z 3 wilkami we własnej osobie: Diuną, Agi i Przemkiem - inaczej wszystkim znana lub gdzieś zasłyszana Wataha w Podróży ( 3wilki.pl )
29.06.2015 w warszawskim Południku Zero (bardzo przyjemny lokal przy ul. Wilczej 25, psy mile widziane!!! ) odbyło się spotkanie z 3 wilkami we własnej osobie: Diuną, Agi i Przemkiem - inaczej wszystkim znana lub gdzieś zasłyszana Wataha w Podróży ( 3wilki.pl )
Przechodząc przez pl. Konstytucji w Warszawie, miałam nadzieję, że uda nam się dotrzeć parę minut wcześniej. Nie chciałam przepychać się w tłumie z młodym psem, więc zakładałam, że gdy dotrzemy znajdziemy jakiś cichy kącik. Umówione byłyśmy również z Weroniką i jej przeuroczą dobermanką Mafią. Ten dzień miał być również pierwszym spotkaniem naszych suk. :)
Miałyśmy wyjątkowego farta, by gdy tylko skręciłyśmy w ul. Wilczą, dostrzegłam niewysoką kobietę, z blond włosami przed ramiona i psa na długiej linie. Nie byle jakiego psa. Wilczaka! Diunę,
Podbiegłyśmy by się przywitać. Moja wilcza królewna była w tak ciężkim szoku (że jest znów w mieście), że nawet nie zwróciła większej uwagi na prawie 3 razy większą od siebie wilczycę. Diuna była miła i powąchała moją szarą wypłoszkę z dozą wilczej wyrozumiałości ;)
Agi, tak jak zresztą przypuszczałam, okazała się być przemiłą osobą. Może nie miałyśmy zbyt wiele czasu na pogawędki, ale po przybyciu Przemka i usłyszeniu całej historii - nie ma siły, żebym ich nie polubiła :)
Co mogę powiedzieć po tym spotkaniu? Jęli interesują Cię czytelniku podróże, wyprawy, zwiedzanie lub masz psa i chcesz zacząć zabierać go na wakacje - a może jeździcie regularnie na mieszane gatunkowo wyprawy:
NIE BĘDZIESZ SIĘ NUDZIĆ.
Agi i Przemek udowodnią Ci, że nie ma wyprawy nie możliwej do zrealizowania z psem (zakładając, że nie trzeba przy tym łamać prawa), dowiesz się jak zaplanować wycieczkę za granicę, jak rozplanować kilku-kilkunastodniową podróż oraz co zabrać dla swojego pupila.
Odpowiedzą na każde pytanie, poradzą i z pewnością zainspirują każdego, kto ma chociaż odrobinę szaleństwa (i koczownika) w sobie.
Zakupiłam tego dnia również książkę "Himalaje na czterech łapach" OCZYWIŚCIE z osobistą dedykacją i odciskiem wilczej diuniastej łapki :)
Jak tylko przeczytam, to zarzucę recenzją.
Diuna :)
na dole Luna na górze Diuna
Luna i Mafia
Przemek z Diuną, Weronika z Mafią i Ja z Luną
Wybaczcie za jakość tzw tostera, ale nie dało rady inaczej.
niedziela, 28 czerwca 2015
A dla wilczaka koniec wakacji.
Wraz z końcem roku akademickiego, mojemu wilczakowi skończyły się wakacje :p
Mieszkanie z "babcią" i rozbestwionym towarzystwem dobiega końca! Dziś wieczorem wybieramy się do stolicy - 3go lipca wyjeżdżamy w trasę :) Czeka nas przygoda i sporooo nauki ;)
Drżyjcie mazurskie wsie i lasy - zaczynają się wilczakowe wczasy...
Poniżej nasz przygodowy koszyk - oczywiście mamy osobny z karmą i jedzeniem dla ludzi. Dziś kończy się lajcik podmiejski. Dziś wracamy do wielkomiejskiej dżungli...
Mieszkanie z "babcią" i rozbestwionym towarzystwem dobiega końca! Dziś wieczorem wybieramy się do stolicy - 3go lipca wyjeżdżamy w trasę :) Czeka nas przygoda i sporooo nauki ;)
Drżyjcie mazurskie wsie i lasy - zaczynają się wilczakowe wczasy...
Poniżej nasz przygodowy koszyk - oczywiście mamy osobny z karmą i jedzeniem dla ludzi. Dziś kończy się lajcik podmiejski. Dziś wracamy do wielkomiejskiej dżungli...
Etykiety:
akcesoria dla psów,
akytywni z psami,
dogtrekking,
kocham mojego psa,
przed wyprawą,
psy,
wilczak,
wilczaki,
wilczaki czechosłowackie,
wilk,
wilki
sobota, 27 czerwca 2015
Post z serii: mam głupiego psa.
Mam głupiego psa. Nie. Chyba mam głupiego szczeniaka. Mam szczeniaka. Nie jest głupi. Wilczak nigdy nie jest głupi. Jest jak ja. Ma swój świat i swoje kombinowanie. Tak, wilczak kombinuje... a wydaje się, że jest głupi.
Chce jeść to je. Chodzi z miską pełną suchej karmy. Tak... chwyta w paszczę i ucieka. Z tą zadowoloną wilczakową miną, uszy ściągnięte do tyłu i ten bujający się na boki ogon. Co z tego, że wysypuje po drodze. Idzie dumna przed siebie. Fuck... a ja chodzę i zbieram. Nie po cichu. Klnę jak szewc na głos, drę się wciekła. Mówię, że jest głupia - ale ona wie, że tylko żartuję. Patrzy na mnie i merda ogonem. "No co? Fajnie nie? Teraz można jeść w całym domu!" Spoglądam na nią spode łba. Znów klnę. Na dame nie przystało, ale już dawno pożegnałam się z damowaniem. Kiedy jestem w okolicy zwierząt zamieniam się w hetere. Serio.
Wilczak jest cwany. Teatr ma w małym paluszku. Kradnie kotom jedzenie, jak tylko się da. Przerabia przy tym wszystkie figury z jogi, nie wiem jak ona to robi, ale tak jest. Hodowca rzekł by: zdrowe stawy. OK! Nie muszę chodzić do weta. Wygina się jak akrobatka - kiedy tylko chce jeść. ZJE.
Siad, stop, stój. Tralala lala. recytacja Szekspira jest równie sensowa co komendy. Coś tam słyszała, parę razy siadła, ale lepiej łapać nagrody na stojąco - po co siadać?! Jasne, ma pół roku - jest szczeniakiem, psy w tym wieku są głupie, nie można za wiele wymagać ALE ĆWICZ! Ok, ćwiczę, ale ona doskonale wie co do niej mówię - nie zależnie od tego jakich używam słów. Psem policyjnym nie będzie. Ani przewodnikiem. A kit z tym...
Wilczak jest głupi. Chce wejść oknem do domu. No głupia! Ale skoro okno jest otwarte, a kot wchodzi... to czemu ona miała by nie wejść? Drzwi zamknięte, podkopy pod fundamenty nic nie dały... No to dawaj oknem. głupi wilczak. Nie. Cwany wilczak. Ja jestem głupia, bo nie zamknęłam okna.
Chce jeść to je. Chodzi z miską pełną suchej karmy. Tak... chwyta w paszczę i ucieka. Z tą zadowoloną wilczakową miną, uszy ściągnięte do tyłu i ten bujający się na boki ogon. Co z tego, że wysypuje po drodze. Idzie dumna przed siebie. Fuck... a ja chodzę i zbieram. Nie po cichu. Klnę jak szewc na głos, drę się wciekła. Mówię, że jest głupia - ale ona wie, że tylko żartuję. Patrzy na mnie i merda ogonem. "No co? Fajnie nie? Teraz można jeść w całym domu!" Spoglądam na nią spode łba. Znów klnę. Na dame nie przystało, ale już dawno pożegnałam się z damowaniem. Kiedy jestem w okolicy zwierząt zamieniam się w hetere. Serio.
Wilczak jest cwany. Teatr ma w małym paluszku. Kradnie kotom jedzenie, jak tylko się da. Przerabia przy tym wszystkie figury z jogi, nie wiem jak ona to robi, ale tak jest. Hodowca rzekł by: zdrowe stawy. OK! Nie muszę chodzić do weta. Wygina się jak akrobatka - kiedy tylko chce jeść. ZJE.
Siad, stop, stój. Tralala lala. recytacja Szekspira jest równie sensowa co komendy. Coś tam słyszała, parę razy siadła, ale lepiej łapać nagrody na stojąco - po co siadać?! Jasne, ma pół roku - jest szczeniakiem, psy w tym wieku są głupie, nie można za wiele wymagać ALE ĆWICZ! Ok, ćwiczę, ale ona doskonale wie co do niej mówię - nie zależnie od tego jakich używam słów. Psem policyjnym nie będzie. Ani przewodnikiem. A kit z tym...
Wilczak jest głupi. Chce wejść oknem do domu. No głupia! Ale skoro okno jest otwarte, a kot wchodzi... to czemu ona miała by nie wejść? Drzwi zamknięte, podkopy pod fundamenty nic nie dały... No to dawaj oknem. głupi wilczak. Nie. Cwany wilczak. Ja jestem głupia, bo nie zamknęłam okna.
A jednak, kocham to moje wilcze dziecię. Kocham każdego mojego psa. Jednak tylko ona będzie ze mną wszędzie. Moje dziecko księżyca. Luna.
Etykiety:
3wilki.pl,
aktywne psy,
akytywni z psami,
kocham mojego psa,
miłość,
pies,
szczeniak,
wilczak,
wilczaki czechosłowackie,
wilk,
wilki,
wychowanie psa
piątek, 26 czerwca 2015
Wilk w łóżku - pare słów o spaniu z psem.
Będąc członkinią różnych forów i grup dyskusyjnych, zauważyłam, że ludzie dzielą się:
- na tych, którzy śpią w łóżku z psami jak z pluszakami
- na tych którzy absolutnie zabraniają psom wchodzić do łóżka
Mam swoją teorię na to. Oczywiście czytałam porady i poglądy mojego mistrza C. Millana, ale mam tez swoje doświadczenia w życiu z psami i wyglądają one następująco:
Każdy pies ma swoje posłanie. Są to wiklinowe duże kosze, wyściełane poduszkami i kocami (mięciutkimi ah). Jednakże, część psów zdecydowanie potrzebuje czuć przez sen ciepło ciała człowieka: są to stafficzka Mel i mopsia mojej mamy Hexa. Te dwie śpią w łóżku z moją rodzicielką, a spanie poza nim traktują jak kare za jakieś przewinienie. Monia (największa) woli jednak koszyk, nie w głowie jej spanie w łóżku. Fiesta tak samo, chociaż gdy ja jestem w domu - nie odmawia sobie przyklejenia się do mnie gdzieś do boczku. Nie wyganiam jej, jest stęskniona niech śpi tak jak chce. Nie stara się mnie zdominować, nie przeszkadza mi to zupełnie - mieścimy się we dwie.
A wilczak? Luna w Warszawie ma dwie opcje, są zależne od jej poziomu energii wieczorem. Jeśli nie ma zamiaru zmrużyć oka, a w główce kłębią się różne fajne wilczakowe pomysły na zajęcie sobie pyszczka --> zdecydowanie zapraszam ją do klatki. Raczej nie protestuje, dostaje do zabawy kość i ma czym się zająć jeśli się nudzi. Nie jest to kara, ani nic z tych rzeczy. Czasem są zabiegane dni gdy nie mamy czasu by zapewnić jej przed snem odpowiedniej dawki ruchu i emocji - każdego właściciela psa to spotyka, więc nie mamy wyrzutów sumienia. Klatka to nie cierpienie, to po prostu alternatywa.
Jeśli jednak jest wyspacerowana, wybiegana, widać, że jest grzeczna i specjalnie nie rozrabia - śpi z nami w łóżku. Z początku bardzo chciała spać koło mojej twarzy ale już jej przeszło - woli w nogach, ma tam zdecydowanie więcej miejsca. Jest blisko, wie że śpimy i że jej nie oszukujemy :D
Nie będę wspominała nic o porankach bo to osobny temat, coś wspomniałam o tym w poprzednim poście.
W domu rodzinnym ma tyle atrakcji, że sama nie wie czasem z kim ma spać. Czy wciskać się na siłę innemu psu do kosza (oj troszkę czułości od koleżanek, a one takie wredne :P), może u mnie w nogach, ale jest też pusta przestrzeń pod łóżkiem - która również jest atrakcyjna zwłaszcza jak jest ciepła noc.
PODSUMOWUJĄC
czwartek, 25 czerwca 2015
Wilczakowe Love - czyli miłość i... cierpliwość!
Jaki jest pies każdy widzi.. ale jaki jest wilczak? - To wiedzą tylko właściciele. Przyjmując pod swe skrzydła Lunę, zostałam uprzedzona o tym, co na 90% mnie spotka. Oczywiście dużo czytałam, ślęczałam na forach i wyszukiwałam informacji... Wiedziałam na co się pisze. Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Jednak zdecydowałam się na to szczęście, więc mogę powiedzieć wam pare słów - na świeżo, teraz. Wszystko to, co spotyka świeżo upieczonego właściciela wilczaka spotyka mnie niemal codziennie. Wszystkie problemy, pytania, zmagania...
Na szczęście mam porównanie. Nie jest to pierwszy pies, ani pierwszy szczeniak w moim życiu. Zasady panujące w sforze mam obcykane od dziecka. Byłam pewna, że to nie może być takie trudne. Co się okazało?
Oczywiste, że nie jest. Wystarczy upór, miłość, cierpliwość i trochę (wilczej) duszy :)
Dla jasności: nie jestem ani nie uważam się za psiego behawiorystę. Nie czuję się wszechwiedząca, ani nie uważam, że znam każdego wilczaka na tej planecie. Mam jednego i na tej podstawie, mogę opowiedzieć różne historie ;) To, czy chociaż częściowo pokrywają się z waszymi ocenicie sami.
Jak wygląda dzień Luny? Musiałabym się zamienić w nią na chwilę i napisać też z jej perspektywy... Aby dodać temu wszystkiemu realizmu i być szczerą, będę pisała o swoich emocjach, odczuciach i przemyśleniach w danej chwili.
ODCINEK 1. środa, dzień wolny, godzina 06:03
LUNA:
Jest już światło. Czemu oni wszyscy śpią? Bez sensu, przecież jest światło. Może wstanę i ich obudzę, będzie im przykro, że przegapili wschód słońca. Wstaję z posłania i patrzę chwilę na wszystkich. Śpią. A co, może w kuchni coś okradnę, jak śpią. Nie będą się męczyli ganiając mnie po kuchni. Drepczę do kuchni, węszę, sprawdzam nosem blaty, szafki, pod piecem, ... nic nie ma. Pusto. Jestem głodna. Wracam do ludzi i koleżanek. Trącam je nosem. Nie spijcie! Budź się. Ty też. Też! Nie? Ugryzę ją w głowę, może będzie pewniejsza z tym wstawaniem. Nie chce wstać, warczy na mnie. No co one takie złe... Trudno, popiszczę trochę, może zrozumieją jak bardzo mi się nudzi! Śpią dalej. Jetem głodna. Idę do kuchni. Nic tam nie ma. Ale napiję się. Piję wodę z miski, ale tak nagle przypomina mi basen. Ale śmiesznie. Wsadzę łapę. O... pluska. Wsadzę dwie. Może jak zacznę kopać to będzie jej więcej. O... wszędzie woda! Jest super, kopię. O nie... nie ma już wody. Nudno. Źle. Ale przecież wstało słońce, czemu oni śpią? Idę do starszej człowieki. Człowieka śpi. Patrze i piszczę. Śpi dalej. o... Nie śpi! Ruszyła powieką. Oszukistka! Hop! Bawimy się? No weź... nudzi mi się, chodź. Wstawaj. Skaczę po głowie, bo widzę, że nie może się obudzić - pomogę jej! Au.. zrzuca mnie z łóżka. No dobra... NIE CHCE SIĘ Z TOBĄ BAWIĆ JUŻ! Wyszczekałam, ale chyba nie wzięła tego serio, krzyczy coś bez sensu. Dobra idę. Rozbudzę tylko koleżanki. Kiedy już nie śpią znów idę do kuchni... Nic nie ma. Pusto. Dobra idę, muszą mi coś dać bo umrę z głodu. Jestem taka głodna, że aż szkoda pożerać kocią kupę w kuwecie w takim szale... zostawię ją na później, takie rarytasy. Świeżutkie, tak pachną. Dobra stoję koło młodszej człowieki. Śpi. Ale bawmy się!!!! Buziaczki!!!! Całuje ją po twarzy drapie łapą po policzku. Udało się nie śpi! Jak się cieszy! Wykrzykuje moje imię! Ale super, teraz wszyscy możemy iść do kuchni jeść. Biegnę... Ej... nie idzie za mną. Wracam się. No chodź...! Wskakuję na nią i skacze po niej, zaczepiam. Nie śpisz! Nie możesz już tam leżeć! Noo weeeź! No mamo...! chodź!
JA:
Sen. Taki cudowny, a wczoraj miałam egzamin. Tyle stresów, tyle zarwanych nocy. Te prezentacje, to zamieszanie.. jak cudownie. Czuje ciepło i przyjemny chłodek na twarzy, przecież mam uchylone okno - własnie dlatego!
Śpię. Śnię... jest błogo. Bez szumu warszawskiego za oknem, bez sąsiadów na górze, po bokach... Cholera. Koniec snu. Słysze jak Fiesta śpiąca w koszyku u mamy w pokoju warczy. Boże, znowu Luna wstała o chorej godzinie. Udaję, że śpię. Co się będę zdradzała, ignoruje to. Kocham moje psy ale kocham też sen, zwłaszcza po takim egzaminie. Przysypiam na sekundę - znów jakiś hałas z za ściany... Moja mama drze się na psa, i coś w rodzaju "weź ją to twój p*** pies", o nieee... dobra śpię. Może nikt nie zauważy. Nie, jednak nie mogę. Słyszę jak Luna drepcze do kuchni w te i z powrotem. Masakra... Otwieram oczy. Jest jasno - to już coś. Może tylko wydaje mi się, że jest rano, może jest 11?! Łapie za telefon, jednym okiem patrze świeżo odblokowany ekran: 6. BOŻĘEEEEEE ZA COOOO. Nim zdążę go odłożyć coś juz wpycha mi jęzor w oko. Co za pies. Chcę ją wyrzucić z łóżka ale nie da się. Dobra trudno, ... kiedy już mam się poddać psina znika. O taaak.. może teraz będę mogła jeszcze dospać te chwilę. Układam się wygodnie w łóżku, tylko po to by zaraz skakał po mnie wilczak. Nie, nie zasnę już trudno. - Dobra, ... ale już.. zejdź! - Luna jest głucha, z resztą wiem, że nie chce ze mnie zejść. Walczymy we dwie na łózko w zabawie. Myślę sobie... Kocham cię Lunka, ale czemu wstajesz do cholery tak wcześnie?!!?!?!?!
Na szczęście mam porównanie. Nie jest to pierwszy pies, ani pierwszy szczeniak w moim życiu. Zasady panujące w sforze mam obcykane od dziecka. Byłam pewna, że to nie może być takie trudne. Co się okazało?
Oczywiste, że nie jest. Wystarczy upór, miłość, cierpliwość i trochę (wilczej) duszy :)
Dla jasności: nie jestem ani nie uważam się za psiego behawiorystę. Nie czuję się wszechwiedząca, ani nie uważam, że znam każdego wilczaka na tej planecie. Mam jednego i na tej podstawie, mogę opowiedzieć różne historie ;) To, czy chociaż częściowo pokrywają się z waszymi ocenicie sami.
Jak wygląda dzień Luny? Musiałabym się zamienić w nią na chwilę i napisać też z jej perspektywy... Aby dodać temu wszystkiemu realizmu i być szczerą, będę pisała o swoich emocjach, odczuciach i przemyśleniach w danej chwili.
ODCINEK 1. środa, dzień wolny, godzina 06:03
LUNA:
Jest już światło. Czemu oni wszyscy śpią? Bez sensu, przecież jest światło. Może wstanę i ich obudzę, będzie im przykro, że przegapili wschód słońca. Wstaję z posłania i patrzę chwilę na wszystkich. Śpią. A co, może w kuchni coś okradnę, jak śpią. Nie będą się męczyli ganiając mnie po kuchni. Drepczę do kuchni, węszę, sprawdzam nosem blaty, szafki, pod piecem, ... nic nie ma. Pusto. Jestem głodna. Wracam do ludzi i koleżanek. Trącam je nosem. Nie spijcie! Budź się. Ty też. Też! Nie? Ugryzę ją w głowę, może będzie pewniejsza z tym wstawaniem. Nie chce wstać, warczy na mnie. No co one takie złe... Trudno, popiszczę trochę, może zrozumieją jak bardzo mi się nudzi! Śpią dalej. Jetem głodna. Idę do kuchni. Nic tam nie ma. Ale napiję się. Piję wodę z miski, ale tak nagle przypomina mi basen. Ale śmiesznie. Wsadzę łapę. O... pluska. Wsadzę dwie. Może jak zacznę kopać to będzie jej więcej. O... wszędzie woda! Jest super, kopię. O nie... nie ma już wody. Nudno. Źle. Ale przecież wstało słońce, czemu oni śpią? Idę do starszej człowieki. Człowieka śpi. Patrze i piszczę. Śpi dalej. o... Nie śpi! Ruszyła powieką. Oszukistka! Hop! Bawimy się? No weź... nudzi mi się, chodź. Wstawaj. Skaczę po głowie, bo widzę, że nie może się obudzić - pomogę jej! Au.. zrzuca mnie z łóżka. No dobra... NIE CHCE SIĘ Z TOBĄ BAWIĆ JUŻ! Wyszczekałam, ale chyba nie wzięła tego serio, krzyczy coś bez sensu. Dobra idę. Rozbudzę tylko koleżanki. Kiedy już nie śpią znów idę do kuchni... Nic nie ma. Pusto. Dobra idę, muszą mi coś dać bo umrę z głodu. Jestem taka głodna, że aż szkoda pożerać kocią kupę w kuwecie w takim szale... zostawię ją na później, takie rarytasy. Świeżutkie, tak pachną. Dobra stoję koło młodszej człowieki. Śpi. Ale bawmy się!!!! Buziaczki!!!! Całuje ją po twarzy drapie łapą po policzku. Udało się nie śpi! Jak się cieszy! Wykrzykuje moje imię! Ale super, teraz wszyscy możemy iść do kuchni jeść. Biegnę... Ej... nie idzie za mną. Wracam się. No chodź...! Wskakuję na nią i skacze po niej, zaczepiam. Nie śpisz! Nie możesz już tam leżeć! Noo weeeź! No mamo...! chodź!
JA:
Sen. Taki cudowny, a wczoraj miałam egzamin. Tyle stresów, tyle zarwanych nocy. Te prezentacje, to zamieszanie.. jak cudownie. Czuje ciepło i przyjemny chłodek na twarzy, przecież mam uchylone okno - własnie dlatego!
Śpię. Śnię... jest błogo. Bez szumu warszawskiego za oknem, bez sąsiadów na górze, po bokach... Cholera. Koniec snu. Słysze jak Fiesta śpiąca w koszyku u mamy w pokoju warczy. Boże, znowu Luna wstała o chorej godzinie. Udaję, że śpię. Co się będę zdradzała, ignoruje to. Kocham moje psy ale kocham też sen, zwłaszcza po takim egzaminie. Przysypiam na sekundę - znów jakiś hałas z za ściany... Moja mama drze się na psa, i coś w rodzaju "weź ją to twój p*** pies", o nieee... dobra śpię. Może nikt nie zauważy. Nie, jednak nie mogę. Słyszę jak Luna drepcze do kuchni w te i z powrotem. Masakra... Otwieram oczy. Jest jasno - to już coś. Może tylko wydaje mi się, że jest rano, może jest 11?! Łapie za telefon, jednym okiem patrze świeżo odblokowany ekran: 6. BOŻĘEEEEEE ZA COOOO. Nim zdążę go odłożyć coś juz wpycha mi jęzor w oko. Co za pies. Chcę ją wyrzucić z łóżka ale nie da się. Dobra trudno, ... kiedy już mam się poddać psina znika. O taaak.. może teraz będę mogła jeszcze dospać te chwilę. Układam się wygodnie w łóżku, tylko po to by zaraz skakał po mnie wilczak. Nie, nie zasnę już trudno. - Dobra, ... ale już.. zejdź! - Luna jest głucha, z resztą wiem, że nie chce ze mnie zejść. Walczymy we dwie na łózko w zabawie. Myślę sobie... Kocham cię Lunka, ale czemu wstajesz do cholery tak wcześnie?!!?!?!?!
Poranne wstawanie w przypadku mojego (jak się dowiadywałam, nie tylko mojego ;) ) młodego wilczaka to NORMA. Czasem jest to bardzo drażniące, a wszelkie formy oszukania wilka są bezsensowne - i tak wie, że nie śpię. Mogę tylko zagryzać wargi, całować ją w nos i starać się nie zrobić jej czasem krzywdy (żarcik). Czasem śmieję się, że byłby z niej całkiem ładny szalik... Kiedy jednak wydaje mi się, że wygrałam - jest boska cisza i mogę jeszcze chwile pospać... okazuję się, że wilczydło dopadło coś, co przerwie jej nudę i bawi się w najlepsze np poduszką lub zasilaczem od komputera. Cóż, nie pozostaje nic innego, jak liczyć, że z tego w końcu wyrośnie :P
Etykiety:
kocham mojego psa,
kocham psy,
miłość,
przyjaźń,
psiarze,
psy,
szczeniak,
szczeniaki,
wilczak,
wilczaki,
wilczaki czechosłowackie,
wychowanie psa,
życie z psem
Odnaleziona siostra!
Nadal nie mogę się nadziwić jakie możliwości dają portale społecznościowe, oraz jaką mają potęgę!
Dzięki popularnemu facebook'owi skontaktowała się ze mną... tralalalala siostra Luny! No, trochę naciągnęłam ;) Nie ona, a jej właścicielka Paulina. Jesteśmy happy, ponieważ planujemy poznać ze sobą siostry, a właściwie zafundować im spotkanie po miesiącach rozłąki :)
Siostra Luny nazywa się Hera i mieszka w okolicach Łodzi a my w okolicach Warszawy - więc nie mamy tak daleko!
Oczywiście powymieniałyśmy się spostrzeżeniami, dotychczasowymi przeżyciami, przygodami, żalami i radami... wyszło na to, że moja Lunka nie jest AŻ takim diabłem jak mi sie wydawało hehe.
To był news nr 1, czas na news nr 2.
Wybieramy się z Luną na spotkanie z naszymi (przynajmniej moimi :P) idolami, podróżnikami, wilczakowcami 3wilki.pl Wataha w Podróży :) :) :)
Spotkanie odbędzie się 29 czerwca, w Warszawie - link poniżej:
Jestem niecierpliwa i już nie mogę się doczekać tego spotkania! Mam nadzieje, że moje biedne wilczysko jakoś przeżyje wycieczkę po mieście - ostatnie parę tygodni spędziła poza wielkim miastem, na łonie natury :) Zdaję się, że już zapomniała uroków wielkiego miasta...
Oj biedna wilczyca, biedna... biedniejszy będzie mój nadgarstek - nową smycz będziemy miały w 2 tygodniu lipca, więc po powrocie z kajaków....
Smyczom poświęcę osobny post, kiedy nasz nowy nabytek już do nas trafi.
Udanego weekendu wilki!
Dzięki popularnemu facebook'owi skontaktowała się ze mną... tralalalala siostra Luny! No, trochę naciągnęłam ;) Nie ona, a jej właścicielka Paulina. Jesteśmy happy, ponieważ planujemy poznać ze sobą siostry, a właściwie zafundować im spotkanie po miesiącach rozłąki :)
Siostra Luny nazywa się Hera i mieszka w okolicach Łodzi a my w okolicach Warszawy - więc nie mamy tak daleko!
Oczywiście powymieniałyśmy się spostrzeżeniami, dotychczasowymi przeżyciami, przygodami, żalami i radami... wyszło na to, że moja Lunka nie jest AŻ takim diabłem jak mi sie wydawało hehe.
Hera, fotka kradziona z fb Pauliny :)
Prawda, że są podobne?
To był news nr 1, czas na news nr 2.
Wybieramy się z Luną na spotkanie z naszymi (przynajmniej moimi :P) idolami, podróżnikami, wilczakowcami 3wilki.pl Wataha w Podróży :) :) :)
Spotkanie odbędzie się 29 czerwca, w Warszawie - link poniżej:
Oj biedna wilczyca, biedna... biedniejszy będzie mój nadgarstek - nową smycz będziemy miały w 2 tygodniu lipca, więc po powrocie z kajaków....
A tu Luna wypoczywa przed aktywnym wypoczynkiem wakacyjnym!
Smyczom poświęcę osobny post, kiedy nasz nowy nabytek już do nas trafi.
Udanego weekendu wilki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)















































