Na szczęście mam porównanie. Nie jest to pierwszy pies, ani pierwszy szczeniak w moim życiu. Zasady panujące w sforze mam obcykane od dziecka. Byłam pewna, że to nie może być takie trudne. Co się okazało?
Oczywiste, że nie jest. Wystarczy upór, miłość, cierpliwość i trochę (wilczej) duszy :)
Dla jasności: nie jestem ani nie uważam się za psiego behawiorystę. Nie czuję się wszechwiedząca, ani nie uważam, że znam każdego wilczaka na tej planecie. Mam jednego i na tej podstawie, mogę opowiedzieć różne historie ;) To, czy chociaż częściowo pokrywają się z waszymi ocenicie sami.
Jak wygląda dzień Luny? Musiałabym się zamienić w nią na chwilę i napisać też z jej perspektywy... Aby dodać temu wszystkiemu realizmu i być szczerą, będę pisała o swoich emocjach, odczuciach i przemyśleniach w danej chwili.
ODCINEK 1. środa, dzień wolny, godzina 06:03
LUNA:
Jest już światło. Czemu oni wszyscy śpią? Bez sensu, przecież jest światło. Może wstanę i ich obudzę, będzie im przykro, że przegapili wschód słońca. Wstaję z posłania i patrzę chwilę na wszystkich. Śpią. A co, może w kuchni coś okradnę, jak śpią. Nie będą się męczyli ganiając mnie po kuchni. Drepczę do kuchni, węszę, sprawdzam nosem blaty, szafki, pod piecem, ... nic nie ma. Pusto. Jestem głodna. Wracam do ludzi i koleżanek. Trącam je nosem. Nie spijcie! Budź się. Ty też. Też! Nie? Ugryzę ją w głowę, może będzie pewniejsza z tym wstawaniem. Nie chce wstać, warczy na mnie. No co one takie złe... Trudno, popiszczę trochę, może zrozumieją jak bardzo mi się nudzi! Śpią dalej. Jetem głodna. Idę do kuchni. Nic tam nie ma. Ale napiję się. Piję wodę z miski, ale tak nagle przypomina mi basen. Ale śmiesznie. Wsadzę łapę. O... pluska. Wsadzę dwie. Może jak zacznę kopać to będzie jej więcej. O... wszędzie woda! Jest super, kopię. O nie... nie ma już wody. Nudno. Źle. Ale przecież wstało słońce, czemu oni śpią? Idę do starszej człowieki. Człowieka śpi. Patrze i piszczę. Śpi dalej. o... Nie śpi! Ruszyła powieką. Oszukistka! Hop! Bawimy się? No weź... nudzi mi się, chodź. Wstawaj. Skaczę po głowie, bo widzę, że nie może się obudzić - pomogę jej! Au.. zrzuca mnie z łóżka. No dobra... NIE CHCE SIĘ Z TOBĄ BAWIĆ JUŻ! Wyszczekałam, ale chyba nie wzięła tego serio, krzyczy coś bez sensu. Dobra idę. Rozbudzę tylko koleżanki. Kiedy już nie śpią znów idę do kuchni... Nic nie ma. Pusto. Dobra idę, muszą mi coś dać bo umrę z głodu. Jestem taka głodna, że aż szkoda pożerać kocią kupę w kuwecie w takim szale... zostawię ją na później, takie rarytasy. Świeżutkie, tak pachną. Dobra stoję koło młodszej człowieki. Śpi. Ale bawmy się!!!! Buziaczki!!!! Całuje ją po twarzy drapie łapą po policzku. Udało się nie śpi! Jak się cieszy! Wykrzykuje moje imię! Ale super, teraz wszyscy możemy iść do kuchni jeść. Biegnę... Ej... nie idzie za mną. Wracam się. No chodź...! Wskakuję na nią i skacze po niej, zaczepiam. Nie śpisz! Nie możesz już tam leżeć! Noo weeeź! No mamo...! chodź!
JA:
Sen. Taki cudowny, a wczoraj miałam egzamin. Tyle stresów, tyle zarwanych nocy. Te prezentacje, to zamieszanie.. jak cudownie. Czuje ciepło i przyjemny chłodek na twarzy, przecież mam uchylone okno - własnie dlatego!
Śpię. Śnię... jest błogo. Bez szumu warszawskiego za oknem, bez sąsiadów na górze, po bokach... Cholera. Koniec snu. Słysze jak Fiesta śpiąca w koszyku u mamy w pokoju warczy. Boże, znowu Luna wstała o chorej godzinie. Udaję, że śpię. Co się będę zdradzała, ignoruje to. Kocham moje psy ale kocham też sen, zwłaszcza po takim egzaminie. Przysypiam na sekundę - znów jakiś hałas z za ściany... Moja mama drze się na psa, i coś w rodzaju "weź ją to twój p*** pies", o nieee... dobra śpię. Może nikt nie zauważy. Nie, jednak nie mogę. Słyszę jak Luna drepcze do kuchni w te i z powrotem. Masakra... Otwieram oczy. Jest jasno - to już coś. Może tylko wydaje mi się, że jest rano, może jest 11?! Łapie za telefon, jednym okiem patrze świeżo odblokowany ekran: 6. BOŻĘEEEEEE ZA COOOO. Nim zdążę go odłożyć coś juz wpycha mi jęzor w oko. Co za pies. Chcę ją wyrzucić z łóżka ale nie da się. Dobra trudno, ... kiedy już mam się poddać psina znika. O taaak.. może teraz będę mogła jeszcze dospać te chwilę. Układam się wygodnie w łóżku, tylko po to by zaraz skakał po mnie wilczak. Nie, nie zasnę już trudno. - Dobra, ... ale już.. zejdź! - Luna jest głucha, z resztą wiem, że nie chce ze mnie zejść. Walczymy we dwie na łózko w zabawie. Myślę sobie... Kocham cię Lunka, ale czemu wstajesz do cholery tak wcześnie?!!?!?!?!
Poranne wstawanie w przypadku mojego (jak się dowiadywałam, nie tylko mojego ;) ) młodego wilczaka to NORMA. Czasem jest to bardzo drażniące, a wszelkie formy oszukania wilka są bezsensowne - i tak wie, że nie śpię. Mogę tylko zagryzać wargi, całować ją w nos i starać się nie zrobić jej czasem krzywdy (żarcik). Czasem śmieję się, że byłby z niej całkiem ładny szalik... Kiedy jednak wydaje mi się, że wygrałam - jest boska cisza i mogę jeszcze chwile pospać... okazuję się, że wilczydło dopadło coś, co przerwie jej nudę i bawi się w najlepsze np poduszką lub zasilaczem od komputera. Cóż, nie pozostaje nic innego, jak liczyć, że z tego w końcu wyrośnie :P

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz