poniedziałek, 22 czerwca 2015

Przed pierwszą wyprawą czyli SZELKI I UPRZĘŻE cz.1

Robiłyśmy już sobie małe wycieczki we dwie do lasu, spacery miejskie dłuższe niż godzina też mamy za sobą. Jaka jest Luna? Młode to, to i głupie jeszcze, ale mając drugiego psa przy boku - trzyma się blisko. Wilczasta cierpi jeszcze na szczenięce zrywy, ale idzie temu jakoś zaradzić czyt. długa smycz. 

Przed sobą mamy pierwszą poważną wyprawę. Adekwatna dla nas dwóch laiczek: 3 dni, spływ kajakowy, namioty, jedzenie z puszki, komary i pijawki.

Będąc szczera sama przed sobą, we dwie zaczynamy przygodę z podróżowaniem. Spanie pod namiotem zaliczyłam ostatnio jakieś może 10 lat temu, czyli byłam totalnie nie przygotowanym na takie "coś" dzieckiem. Kiepsko wspominam tamten wypad z koleżanką i jej rodzicami, podtopiło nas, a na koniec musiałyśmy z spać w przyczepie we 4. Ahhh, nie wspominam najlepiej.

Teraz jednak, trochę się pozmieniało. Mam niezastąpionego woja przy sobię, który nie raz wybierał się na takie wyprawy. Ociemniała białogłowa i jej wilk nie padną z głodu, zagryzione przez komary!
Jedziemy w 4 osoby, dwa namioty i dwa kajaki. To znaczy kajaki mamy zapewnione na miejscu :)

Co do samej trasy, jedziemy na miejsce spływu samochodem - wygoda i dla nas ludzi i dla psów: psy jadą dwa.Dwie przyjaciółki. Luna i Shiba. Samochód zostawiamy tam skąd wypływamy, czyli reszta drogi będzie do przemierzenia rzecz jasna drogą wodną i ew. troszkę "z buta".

Ciągle zastanawiam się czy mam wszystko co mi jest potrzebne. Przeglądam strony w sieci, blogi, poradniki... Nadal nie jestem pewna.

Zaczynając od zapewnienia podstawowych potrzeb, karmę zabieramy suchą - tak aby nikt nie miał sensacji. Zapewne będzie to nasz ulubiony Britt. Porcji jeszcze nie przeliczyłam, ale zajmę się tym na sam koniec.
Poidła transportowe jadą dwa, o ile drugi znajdę w mieszkaniu na wsi. Graciarnia jest spora, w końcu się przyda - trzeba zakasać rękawy i ruszyć na poszukiwania :)

Woda i jedzenie za nami. Teraz nieco inna kwestia........ Jadąc na spływ kajakowy liczę się z tym, że moja Luna nie koniecznie musi mieć ochotę na siedzenie razem ze mną w kajaku. To oznacza wskakiwanie do wody, oraz radosne (mokre) powroty do kajaka. Mamy skórzane szelki, jedne z dwóch par, więc wybór raczej marny. Zwykłe miejskie szeleczki. Obawiam się, że po tej wyprawie mogą nie być zdatne do użytku, ale trudno - w końcu mamy drugą parę. 

Będąc neto-maniaczką i gadżeciarą pomyślałam: "może jest coś zaprojektowanego specjalnie na takie przygody?" Komuna już dawno za nami, mamy wielki kolorowy rynek różnych "psich" produktów. Siadłam, pomyślałam i coś znalazłam. 


Mając dość skromny budżet, nie mogę za szybko szaleć z inwestycjami. /pomijam to, że Luna jest młoda, nie osiągnęła jeszcze pełnych rozmiarów/  Oczywiście, jestem jak najbardziej za produktami dobrej jakości, wygodnymi (dla mnie i dla psa), praktycznymi i testowanymi (bezpieczeństwo przede wszystkim!).

Produkt jaki mnie interesuje to szelki o mocnej konstrukcji, z uchwytem umożliwiającym podniesienie psa lub wyciągnięcie go z wody, wodoodporne lub szybkoschnące, model do którego można przypiąć juki (również odporne na wodę), nie krępujące ruchów psa, ani nie powodujące przetarć. 
Moje poszukiwania przyniosły jakieś skutki. Chronologicznie - to znaczy cenowo - wygląda to tak:

Na pierwszy rzut Julius K9. 
Szelki można zakupić stronie dystrybutora http://p1es.pl/.

Znam paru posiadaczy i są raczej zadowoleni. Szelki jakie by nas interesowały to IDC, bo do tego modelu pasują juki, również firmowe. Jedyny minus jest taki, że juki są nieduże (tak przynajmniej wyglądają na zdjęciach) w porównaniu do droższych szelek/uprzęży turystycznych. Nie mniej jednak, będą idealne jako te "pierwsze". Luna nauczy się pomagać nam w dźwiganiu i na dzień dobry i nie wykosztuję się aż tak bardzo. Jest jeszcze jedna kwestia: zakup można rozbić sobie na dwie raty, najpierw kupić szelki a dopiero później juki. Bardzo mi to odpowiada, przy czym juki są tylko dodatkiem do szelek. Na innych przykładach zaraz pokażę, że to duży plus. 

Wszystkie możliwości pokazane są na zdjęciu, które pozwoliłam sobie pożyczyć ze strony:



Wilczak w  owych szelkach i jukach wygląda tak:

powyższa piękność to Diuna ze wspaniałego trio 3wilki.pl czyli Wataha w Podróży.

Zdaje się, że będzie to nasza pierwsza inwestycja. Kiedy tylko to zrealizujemyej siądziemy do bloga i machniemy recenzję, naszym okiem ;)

Cena to 140 zł + przesyłka, juki dodatkowo płatne: ok 80zł.

Drugą opcją w kolejności cenowej jest zestaw zwany pl. plecakiem angl. pack marki Ruffwear.

Model RUFFWEAR APPROACH PACK występuje w dwóch wersjach kolorystycznych: niebieska i pomarańczowa. Plecak wyglądają dość solidnie. Został wyposażony w wodoodporne zamki, wszyte odblaski, uchwyt, jest wyważony i posiada egronomiczną ramę.
Oczywiście jest mały minus: plecak jest całością, juk nie da się odpiąć. 






www.itsahuskything.com


Cena (najniższa jaką znalazłam na polskim rynku internetowym) to jakieś 330 zł + przesyłka. 


Trzeci produkt jaki wzięłam pod lupę to uprząż marki Hurtta, model Trial Pack.  

Dostępna jest tylko jedna wersja kolorystyczna. Nie wyczytałam nic o wodoodporności, ale wydają się całkiem przyjemne. Sama uprząż ma porządną konstrukcję i posiada odpinane juki, które zdają się być bardzo pojemne. Posiada aż 6 punktów regulacji, co z pewnością daje niezły komfort jeśli chodzi o dopasowanie i wygodę psa. Nie zabrakło również uchwytu i odblasków.



na żywym psie wygląda to tak:


zdjęcia pożyczone z facebooka firmy.

Cena z jaką trzeba się liczyć to ok. 365 zł + przesyłka. 


Ostatni model, któremu postanowiłam się przyjrzeć to znów RUFFWEAR, PALISADES PACK.

Jest to model podobny do tańszego tej firmy, jednak ma parę dodatkowych plusików. Zaczęłabym od pojemności (oczywiście łatwo odpinanych) sakw/juk które maja objętość nawet do 19 litrów w rozmiarze L/XL (pojemność juk, kieszeni, sakw zależna jest do rozmiaru modelu). Plecak posiada system kompresji, oraz 2 pojemniki na wodę. Całość jest wodoodporna i ma dodatkowe 2 kieszenie. Podobnie jak w innych modelach ma wszyty uchwyt i odblaski. Jest to najdroższy ze wszystkich plecaków jakie widziałam i chyba można w niego upakować najwięcej rzeczy, ale brałabym go pod uwagę wybierając się na naprawdę daleką i długą wyprawę. Inaczej nie miałabym powodu, żeby inwestować w aż tak "wybajerzony" sprzęt.

a na psach:


zdjęcia ze strony firmy. 


Cena tej przyjemności to raptem ok. 570 zł + przesyłka.

Po tym małym przeglądzie dochodzę do wniosku, że czas pokaże jakie mamy potrzeby. Zależnie od tego co nas spotka i czym mnie zaskoczy wilk - dobiorę odpowiednie szelki z jukami. Jak na razie obstawiam przy tych pierwszych. Kusi cena oraz możliwość kupienia obu elementów osobno. Wszystkie inne modele są sprzedawane jako całość. Nawet jeśli połączyć szelki i juki Julius K-9 to cena i tak jest niższa niż 300 zł. Wyższą kwotę daje bardziej skomplikowana konstrukcja uprzęży oraz większe sakwy. Jak na razie zaczynamy z wyprawami i nie chcę przesadnie inwestować, zwłaszcza jeśli wilczydło nigdy nie miało na sobie wilczego plecaka ;)

Oczywiście sprawozdanie z wycieczki pojawi się zaraz po powrocie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz