Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla psa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla psa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 lipca 2015

Spływ kajakowy + namioty... z psami. PHOTOS part 1.

Jednym słowem - udany. W dwóch słowach: bardzo udany. Spływ kajakowy, piękno natury, lasy, busz, szuwary, nenufary, kolorowe ważki, upał, czysta woda, spokój, świetne towarzystwo. Noclegi na dziko, namioty, ognisko, kucheneczka turystyczna i tanie dania w słoikach. Komary, gwiazdy, żarty i opowiastki. Wspaniałe wakacje. 
Szkoda tylko, że część osób ze zdziwieniem dodaje:


Z PSAMI?!

Tak. Właśnie tak. Zabraliśmy na ten wyjazd 2 psy. W tym mojego wilczaka. Pół rocznego. JAK TO MOŻLIWE? Turyści, urlopowicze, kajak, namiot, woda, las. Jak?
Ano tak ;) 





Taki wyjazd jest możliwy. Wystarczyło zaryzykować aby się o tym przekonać. Jak zapakować psa? Jakie mam rady i spostrzeżenia co do takiego wyjazdu?

CO ZABRAĆ ZE SOBĄ:

  • obrożę odblaskową, dopasowane szelki, adresatkę (nawet jeśli pies ma czip.Ja zabrałam pomarańczową neonową obrożę z Decathlonu (dział myśliwski) z numerem telefonu napisanym markerem (tak by było go widać z większej odległości) - wyeliminowaliśmy tak zapinanie adresatki, która często przepada w chaszczach. Szelki mieliśmy typowo miejskie, skórzane - polecam takie które mają dodatkowy pasek pod brzuchem i są bardzie rozbudowane + uchwyt. Bardzo ułatwia to wyjmowanie psa z wody i wsadzanie do kajaka - bez sprawiania mu bólu.  
  • Smycz przepinaną lub dwie smycze: 1. krótsza to przemieszczania się miedzy ludźmi, dziećmi i innymi psami 2. dłuższa. 
  • długą linkę z mocnym karabińczykiem. Bardzo ułatwia to sprawę gdy trzeba rozbić obozowisko a pies plącze się nam pod nogami. Możemy owiązać psa do drzewa lub kajaka i mamy pewność, że nie zniknie nam z pola widzenia. Trzeba pamiętać o rozplątywaniu psa jeśli jest ruchliwy - może sobie zrobić krzywdę jeśli się zaplącze - moja Luna wymyśliła jak się samej rozplątywać, ale to dopiero 3 dnia. ;) 
  • Kocyk lub coś miękkiego. U mnie się sprawdziło. Mimo tego, że psy migrowały w namiocie, kładły się z początku na kocyku. 
  • Smaczki, kości lub inne smakołyki które zajmują czas. Były momenty, że pies się nudzi. Zwłaszcza młody. Kiedy my zajmowaliśmy się rozbijaniem obozu lub chcieliśmy porozmawiać przy kolacji pod gołym niebem - kości zajmowały psie pyszczki. Ja wzięłam 3 na 3 doby na głowę. 
  • Kaganiec. Nam nie był potrzebny, ale różnie bywa. Zawsze warto mieć przy sobą np na wypadek nieplanowanego przejazdu środkami komunikacji. 
  • Miska uniwersalna. Nam wystarczyła jedna turystyczna z najniższej półki oraz mała plastikowa miseczka. Przez większość dnia była w nich woda, a jedynie w porze karmienia (u nas raz dziennie obowiązkowo, czasem na wieczór dodatkowo) wylewaliśmy wodę i wysypywaliśmy karmę do suchych misek.
  • Obroża odstraszająca kleszcze. Nasze psy nie były zabezpieczone kroplami, więc zainwestowaliśmy w obroże przeciw kleszczowe. Skuteczność dość realna - wyjęliśmy tylko 1 kleszcza jednej suce. 


Jak to zaplanować?
  • Mamy małego psa i młodego psa rasy dużej. Psy się pomieściły, dzięki temu, że moja miłość wybrała 3 osobowy solidny kajak. Na tyle siedział nasz napęd (moja miłość), w środkowym luku na bagażach poupychanych w wodoszczelne torby siedziała suczka rasy małej, a na przodzie, w moich "nogach" (precyzując - pomiędzy nimi, na nich, pod nimi) leżała Luna. 
  • Tak jak czytałam u Watahy w Podróży, także nasze psy nie miały wilczego apetytu w czasie wyjazdu. Mimo zabraniu 3 porcji na 3 doby psy zjadły może połowę. Nauka na następny wyjazd by nie przesadzać z ilością karmy gdy jedziemy odpoczywać biernie (czyt. psy jadą odpoczywać biernie).
  • Śmiało bierzcie psa na kajaki jeśli jest dość usłuchany by grzecznie siedzieć sam w jednym miejscu. Jeśli wybieracie się na jednodniowy spływ kajakowy, pies może siedzieć w środkowym luku (przy 3 osobowym kajaku), lub na przodzie (2 osobowy kajak). Gdy wasza psia pociecha nie jest zbyt spokojna bo np jest młodym psiakiem (jak moja wilczaczka) śmiało można posadzić psa między nogami. Mając w ręku smycz, a dodatkowo trzymając psa kolanami - mamy całkowitą kontrolę nad naszym psem. Dziób kajaka oferuje nam sporo miejsca - moja suka mogła całkowicie skryć się przed słońcem, lub położyć się wygodnie.
  • Zanim zaskoczymy psa spaniem pod namiotem polecam rozłożyć namiot w domu, wejść do środka i zaprosić psa. Jeśli zapozna się z nim w bezpiecznym miejscu będzie mu łatwiej usiedzieć spokojnie w namiocie. :) Poświęciliśmy na ten zabieg 10 min i noce były spokojne. Oczywiście, nie wiemy, czy to zasługa domowego eksperymentu, ale zrobiliśmy tak i było OK.
  • Przed wejściem do kajaku starałam się zapewnić im więcej ruchu. Cały dzień w kajaku + noc w namiocie -> nie zapominajmy o zapewnieniu psu odpowiedniej dawki ruchu. Im więcej się porusza przed wypłynięciem - tym spokojniejszy będzie w kajaku, im więcej się wyżyje po wyjściu z niego - tym lepiej będzie spał.
  • Po rozbiciu obozowiska warto poświęcić psu więcej czasu na spacer o szerokim zasięgu "terenowym". Po pierwsze, umożliwimy psu załatwienie wszystkich potrzeb fizjologicznych. Po drugie, jeśli psa po spacerze upniemy to zdążymy tym spacerem zapewnić mu jakąś dawkę ruchu (będzie mu się z pewnością lepiej spało :) ), a po trzecie w razie gdyby jakiś cudem oswobodził by się ze smyczy i poszedł sobie sam na eksploracje, to mamy większe szanse, że się nie zagubi i nie wpadnie w panikę, jeśli za daleko odejdzie. Nie jestem psim psychologiem/behawiorystą ale z moich doświadczeń wynika, że zdaje to egzamin. Robię tak zwykle przed puszczeniem Luny luzem na nowym terenie. Czuje się pewniej, wie w którą stronę do domu i doznaje mniejszego szoku gdy coś ją wystraszy.
OBAWY:
  • Co, jeśli pies wyskoczy z kajaka? Od czego mamy szelki i smycz? Przez całą trasę kajakowania trzymałam psy na smyczach. Nawet jeśli którejś zdarzyło się wskoczyć do wody (za łabędziem np, lub po to by się ochłodzić) nie trzeba było panikować: przyciągałam psa smyczą do kajaka i chwytałam za szelki. Na szczęście wilczaczce się to nie zdarzyło :) ale raz ładowałam ją z wody na pomost, gdy się pod nim zaplątała i nie umiała sama wejść. W takich sytuacjach sprawdzą się szelki, o których pisałam wcześniej. 
  • Jeśli psu się coś stanie, to co wtedy? Na różnych portalach i blogach widziałam noty o tym jak skompletować apteczkę dla psa. Nie będę powtarzała treści, jednak wystarczy poświęcić na to parę minut przed monitorem komputera. Przed wyjazdem należy sprawdzić trasę jaką będziemy się poruszali, ustalić sobie najbliższe kliniki weterynaryjne, kursy komunikacji miejskiej czy nawet taksówki (jeśli to większa miejscowość/miasto). Niezastąpiona jest w takich wypadkach działająca komórka z internetem. Jedyne co nas może ograniczać to brak zasięgu, ale jeśli mamy dobrze zapamiętaną trasę, w krytycznych sytuacjach można postępować już na czuja.+ Pierwsza pomoc dla psa. Internet jest bankiem wiedzy, informacji. Korzystajmy z tego!
  • Gdy popsuje się pogoda, zacznie padać, będzie gradobicie i deszcz meteorytów to co zrobimy z psem?! Najprościej ujmując, wystarczy śledzić prognozy pogody. Tak, tak... nie zawsze się sprawdzają, ale życie zwykle bywa pełne niespodzianek. Gdy pracujemy nad trasą naszego spływu, warto poszukać w sieci i podzwonić do wszystkich punktów noclegowych. Spanie z mokrym psem w namiocie, w mokrych ubraniach i mokrym śpiworze może nie brzmieć zbyt optymistycznie. Ostatecznie można przenocować w tak zwanych '"domkach". W takich miejscach turystycznych jak szeroko pojęte Mazury jest ich wiele, ale upewnijmy się, że jesteśmy mile widziani z psami. Jeśli jednak chcemy być bardzo dzicy, szaleni,  nieustraszeni i nie szczędzimy pieniędzy na gadżety, możemy zainwestować wcześniej w płaszcz przeciwdeszczowy dla psa. Może nie osłoni to 100% ciała zwierzaka, ale zdecydowaną większość. :) 



Co jeszcze mogę dodać? Wszędzie gdzie byliśmy, mogliśmy wejść z psami. Ostatni nocleg (domek letniskowy) również nie był problematyczny. W paru słowach: na Mazury tylko z psami :) Niesamowita przygoda, zacieśnianie więzi z czworonogami, nowe doświadczenia, odpoczynek (aktywny!) na łonie natury, dosłownie za grosze :) Polecam wszystkim!


Jesteś facebook'owiczem? Zapraszamy!



niedziela, 12 lipca 2015

Zakupów czas.

Obiecałam posta o wyjeździe (spływ kajakowy + namioty), ale czekam na zdjęcia - jeszcze chwilę się wstrzymam z publikacją. 

Za to przymierzałam się od dłuższego czasu do zakupów. Rzecz jasna internetowych , jak wiadomo nie mamy czasu na jeżdżenie po sklepach. Czekamy na dostawę z Juliusa K9 (wybrałyśmy sobie kolor na zamówienie), zamówienie z Furkidz'a realizuje się (okazało się, że właściciele sklepu to moi sąsiedzi, więc nie będę czekała na listonosza ;P), a zamówiłyśmy obroże i smycz dla wilczej królewny. Dodatkowo postanowiłam zainwestować w Pokusę dla dorosłych psów (sztuk: 1) i dla szczeniąt (sztuk: 1) tak o, na próbę. Nie wydaje mi się abym miała w planach faszerować mojego psa pokusą, ale jeśli zasmakuje to zaopatrzymy się w większe opakowanie by dorzucać co jakiś czas :) Suplementów nie podaje prawie żadnych (poza wapnem rosnącej), po kieszeni bardzo nie zaboli, a i wilczyca skorzysta :)

Jak każdy, wiadomo, chciałabym zrobić większe zakupy, ale środki nam na to nie pozwalają. Ograniczyłyśmy się do rzeczy koniecznych, a pokusa wpadła nam w ramach mało kosztownego eksperymentu. 


Czym jest pokusa? Zapraszam do przeczytania notki poniżej:
PODRÓŻE Z PSEM - POKUSA test


Wracając do szelek, smyczy i obroży... Spacery z Luną są jeszcze problematyczne. Problematyczne są, jeśli wychodzimy na miasto, do tłumu ludzi, tam gdzie samochody i gwar. Walczymy z lękami i socjalizujemy się jak tylko możemy, ale bez pewnych narzędzi mamy z tym problem. Jako, że "na Warszawę" ruszamy z 2 psami, a wygodniej jest gdy obojgiem psów steruje 1 osoba, zainwestowałam w małe ułatwienie. Każdy kto spacerował gdziekolwiek z 2 psami z 2 smyczami wie o czym mówię. Nie unikniemy podcinania nóg (jeśli jeden z psów ma pomysł zmienić kierunek za naszymi plecami, oczywiście niepostrzeżenie - by następnie wypruć radośnie do przodu yhh). Na to zaradzić może tylko nauczenie psa chodzenia obok nas a nie za nami. Jednak gdy psy idą łeb w łeb, węszą, kręcą się np na trawniku - nie trudno o zaplątanie się dwóch smyczy. Znalazłam na to rozwiązanie za ok 50zł. Jest to smycz stworzona z myślą o takich spacerach. Kiedy dostaniemy ją do rąk i przetestujemy - machniemy jakąś recenzję :) 

Konkretne szelki zakupuje z myślą o wycieczkach: zarówno tych mniejszych jak i większych. Pisałam już o tym w jednym z postów. 

Ostatnia została nowa obroża. Nie będę kłamała, że Luna ma smycz podpiętą do obroży. Czasami nam się zdarza ale jestem fanką szelek. Nic mnie nie przekona do zmiany podejścia ;) jednak ciężko jest mi przypiąć numerek (adresatkę) do szelek. Majta się to mało estetycznie, brzdąka i jakoś jest to mało widoczne. Pomijam to, że chcę sukę zaczipować... Jednak adresatki bywają niezastąpione -> czasem jest to pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy gdy widzimy błąkającego się psa.- 1 rzecz, która olśniewa przeciętnego kowalskiego "o! ten pies ma właściciela musiał się zagubić lub uciec!". 

Obroży mamy kilka. Pomarańczową neonową z wymarkerowanym numerem telefonu (sprawdza się na wyjazdach), przeciętną cienką odblaskową (idealna na nocne spacery po osiedlu). Nie mamy jednak obroży "na miasto". Jestem typową kobietą i lubię błyskotki - stwierdziłam, że póki mam środki to zainwestuje w coś co będzie mi się wizualnie podobało i doda uroku wilkowi :D Będzie ciut księżniczkowo, ale załagodzi ten efekt nowa smycz :p Przekonacie sie o tym jak opiszemy nasze odczucia :)

Zastanawiam się jeszcze nad jednymi szelkami. Z racji tego, że chcę wrócić na serio do dogtrekkingu (a precyzując: wrócić do momentu kiedy poważnie chciałam się za to zabrać i zaczęłam robić pierwsze podejścia), zainteresowały mnie uprzęże dla psów typu SLED i NORWESKIE. Jak na razie chcę dostrzec różnice między oboma typami i wybrać odpowiednie dla nas. Wiąże się to z zakupem nowego pasu biodrowego - znów mam ochotę zaszaleć!!! Jednak nie wiem co na to mój portfel więc nie zdecydowałam się jeszcze.


Kajakowo namiotowa Luna, przyłapana na drapaniu się :)

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Przed pierwszą wyprawą czyli SZELKI I UPRZĘŻE cz.1

Robiłyśmy już sobie małe wycieczki we dwie do lasu, spacery miejskie dłuższe niż godzina też mamy za sobą. Jaka jest Luna? Młode to, to i głupie jeszcze, ale mając drugiego psa przy boku - trzyma się blisko. Wilczasta cierpi jeszcze na szczenięce zrywy, ale idzie temu jakoś zaradzić czyt. długa smycz. 

Przed sobą mamy pierwszą poważną wyprawę. Adekwatna dla nas dwóch laiczek: 3 dni, spływ kajakowy, namioty, jedzenie z puszki, komary i pijawki.

Będąc szczera sama przed sobą, we dwie zaczynamy przygodę z podróżowaniem. Spanie pod namiotem zaliczyłam ostatnio jakieś może 10 lat temu, czyli byłam totalnie nie przygotowanym na takie "coś" dzieckiem. Kiepsko wspominam tamten wypad z koleżanką i jej rodzicami, podtopiło nas, a na koniec musiałyśmy z spać w przyczepie we 4. Ahhh, nie wspominam najlepiej.

Teraz jednak, trochę się pozmieniało. Mam niezastąpionego woja przy sobię, który nie raz wybierał się na takie wyprawy. Ociemniała białogłowa i jej wilk nie padną z głodu, zagryzione przez komary!
Jedziemy w 4 osoby, dwa namioty i dwa kajaki. To znaczy kajaki mamy zapewnione na miejscu :)

Co do samej trasy, jedziemy na miejsce spływu samochodem - wygoda i dla nas ludzi i dla psów: psy jadą dwa.Dwie przyjaciółki. Luna i Shiba. Samochód zostawiamy tam skąd wypływamy, czyli reszta drogi będzie do przemierzenia rzecz jasna drogą wodną i ew. troszkę "z buta".

Ciągle zastanawiam się czy mam wszystko co mi jest potrzebne. Przeglądam strony w sieci, blogi, poradniki... Nadal nie jestem pewna.

Zaczynając od zapewnienia podstawowych potrzeb, karmę zabieramy suchą - tak aby nikt nie miał sensacji. Zapewne będzie to nasz ulubiony Britt. Porcji jeszcze nie przeliczyłam, ale zajmę się tym na sam koniec.
Poidła transportowe jadą dwa, o ile drugi znajdę w mieszkaniu na wsi. Graciarnia jest spora, w końcu się przyda - trzeba zakasać rękawy i ruszyć na poszukiwania :)

Woda i jedzenie za nami. Teraz nieco inna kwestia........ Jadąc na spływ kajakowy liczę się z tym, że moja Luna nie koniecznie musi mieć ochotę na siedzenie razem ze mną w kajaku. To oznacza wskakiwanie do wody, oraz radosne (mokre) powroty do kajaka. Mamy skórzane szelki, jedne z dwóch par, więc wybór raczej marny. Zwykłe miejskie szeleczki. Obawiam się, że po tej wyprawie mogą nie być zdatne do użytku, ale trudno - w końcu mamy drugą parę. 

Będąc neto-maniaczką i gadżeciarą pomyślałam: "może jest coś zaprojektowanego specjalnie na takie przygody?" Komuna już dawno za nami, mamy wielki kolorowy rynek różnych "psich" produktów. Siadłam, pomyślałam i coś znalazłam. 


Mając dość skromny budżet, nie mogę za szybko szaleć z inwestycjami. /pomijam to, że Luna jest młoda, nie osiągnęła jeszcze pełnych rozmiarów/  Oczywiście, jestem jak najbardziej za produktami dobrej jakości, wygodnymi (dla mnie i dla psa), praktycznymi i testowanymi (bezpieczeństwo przede wszystkim!).

Produkt jaki mnie interesuje to szelki o mocnej konstrukcji, z uchwytem umożliwiającym podniesienie psa lub wyciągnięcie go z wody, wodoodporne lub szybkoschnące, model do którego można przypiąć juki (również odporne na wodę), nie krępujące ruchów psa, ani nie powodujące przetarć. 
Moje poszukiwania przyniosły jakieś skutki. Chronologicznie - to znaczy cenowo - wygląda to tak:

Na pierwszy rzut Julius K9. 
Szelki można zakupić stronie dystrybutora http://p1es.pl/.

Znam paru posiadaczy i są raczej zadowoleni. Szelki jakie by nas interesowały to IDC, bo do tego modelu pasują juki, również firmowe. Jedyny minus jest taki, że juki są nieduże (tak przynajmniej wyglądają na zdjęciach) w porównaniu do droższych szelek/uprzęży turystycznych. Nie mniej jednak, będą idealne jako te "pierwsze". Luna nauczy się pomagać nam w dźwiganiu i na dzień dobry i nie wykosztuję się aż tak bardzo. Jest jeszcze jedna kwestia: zakup można rozbić sobie na dwie raty, najpierw kupić szelki a dopiero później juki. Bardzo mi to odpowiada, przy czym juki są tylko dodatkiem do szelek. Na innych przykładach zaraz pokażę, że to duży plus. 

Wszystkie możliwości pokazane są na zdjęciu, które pozwoliłam sobie pożyczyć ze strony:



Wilczak w  owych szelkach i jukach wygląda tak:

powyższa piękność to Diuna ze wspaniałego trio 3wilki.pl czyli Wataha w Podróży.

Zdaje się, że będzie to nasza pierwsza inwestycja. Kiedy tylko to zrealizujemyej siądziemy do bloga i machniemy recenzję, naszym okiem ;)

Cena to 140 zł + przesyłka, juki dodatkowo płatne: ok 80zł.

Drugą opcją w kolejności cenowej jest zestaw zwany pl. plecakiem angl. pack marki Ruffwear.

Model RUFFWEAR APPROACH PACK występuje w dwóch wersjach kolorystycznych: niebieska i pomarańczowa. Plecak wyglądają dość solidnie. Został wyposażony w wodoodporne zamki, wszyte odblaski, uchwyt, jest wyważony i posiada egronomiczną ramę.
Oczywiście jest mały minus: plecak jest całością, juk nie da się odpiąć. 






www.itsahuskything.com


Cena (najniższa jaką znalazłam na polskim rynku internetowym) to jakieś 330 zł + przesyłka. 


Trzeci produkt jaki wzięłam pod lupę to uprząż marki Hurtta, model Trial Pack.  

Dostępna jest tylko jedna wersja kolorystyczna. Nie wyczytałam nic o wodoodporności, ale wydają się całkiem przyjemne. Sama uprząż ma porządną konstrukcję i posiada odpinane juki, które zdają się być bardzo pojemne. Posiada aż 6 punktów regulacji, co z pewnością daje niezły komfort jeśli chodzi o dopasowanie i wygodę psa. Nie zabrakło również uchwytu i odblasków.



na żywym psie wygląda to tak:


zdjęcia pożyczone z facebooka firmy.

Cena z jaką trzeba się liczyć to ok. 365 zł + przesyłka. 


Ostatni model, któremu postanowiłam się przyjrzeć to znów RUFFWEAR, PALISADES PACK.

Jest to model podobny do tańszego tej firmy, jednak ma parę dodatkowych plusików. Zaczęłabym od pojemności (oczywiście łatwo odpinanych) sakw/juk które maja objętość nawet do 19 litrów w rozmiarze L/XL (pojemność juk, kieszeni, sakw zależna jest do rozmiaru modelu). Plecak posiada system kompresji, oraz 2 pojemniki na wodę. Całość jest wodoodporna i ma dodatkowe 2 kieszenie. Podobnie jak w innych modelach ma wszyty uchwyt i odblaski. Jest to najdroższy ze wszystkich plecaków jakie widziałam i chyba można w niego upakować najwięcej rzeczy, ale brałabym go pod uwagę wybierając się na naprawdę daleką i długą wyprawę. Inaczej nie miałabym powodu, żeby inwestować w aż tak "wybajerzony" sprzęt.

a na psach:


zdjęcia ze strony firmy. 


Cena tej przyjemności to raptem ok. 570 zł + przesyłka.

Po tym małym przeglądzie dochodzę do wniosku, że czas pokaże jakie mamy potrzeby. Zależnie od tego co nas spotka i czym mnie zaskoczy wilk - dobiorę odpowiednie szelki z jukami. Jak na razie obstawiam przy tych pierwszych. Kusi cena oraz możliwość kupienia obu elementów osobno. Wszystkie inne modele są sprzedawane jako całość. Nawet jeśli połączyć szelki i juki Julius K-9 to cena i tak jest niższa niż 300 zł. Wyższą kwotę daje bardziej skomplikowana konstrukcja uprzęży oraz większe sakwy. Jak na razie zaczynamy z wyprawami i nie chcę przesadnie inwestować, zwłaszcza jeśli wilczydło nigdy nie miało na sobie wilczego plecaka ;)

Oczywiście sprawozdanie z wycieczki pojawi się zaraz po powrocie.