wtorek, 30 czerwca 2015

Spotkanie z 3wilki.pl Wataha w Podróży - Warszawa.

Wczorajszy dzień zaliczamy z Luną do bardzo udanych! Precyzując, udany miałyśmy wieczór, który dla nas obu był naprawdę pouczający i rozbudzający wewnętrzne pragnienie by ruszać w świat tak jak nam dusze podpowiadają (na razie liczmy na moją duszę, bo 6-cio miesięczny wilczak ma w duszy jedzenie i galop przez środek skrzyżowania - co może być mało bezpiecznie :p )

29.06.2015 w warszawskim Południku Zero (bardzo przyjemny lokal przy ul. Wilczej 25, psy mile widziane!!! ) odbyło się spotkanie z 3 wilkami we własnej osobie: Diuną, Agi i Przemkiem - inaczej wszystkim znana lub gdzieś zasłyszana Wataha w Podróży ( 3wilki.pl )


Przechodząc przez pl. Konstytucji w Warszawie, miałam nadzieję, że uda nam się dotrzeć parę minut wcześniej. Nie chciałam przepychać się w tłumie z młodym psem, więc zakładałam, że gdy dotrzemy znajdziemy jakiś cichy kącik. Umówione byłyśmy również z Weroniką i jej przeuroczą dobermanką Mafią. Ten dzień miał być również pierwszym spotkaniem naszych suk. :)

Miałyśmy wyjątkowego farta, by gdy tylko skręciłyśmy w ul. Wilczą, dostrzegłam niewysoką kobietę, z blond włosami przed ramiona i psa na długiej linie. Nie byle jakiego psa. Wilczaka! Diunę,
Podbiegłyśmy by się przywitać. Moja wilcza królewna była w tak ciężkim szoku (że jest znów w mieście), że nawet nie zwróciła większej uwagi na prawie 3 razy większą od siebie wilczycę. Diuna była miła i powąchała moją szarą wypłoszkę z dozą wilczej wyrozumiałości ;)

Agi, tak jak zresztą przypuszczałam, okazała się być przemiłą osobą. Może nie miałyśmy zbyt wiele czasu na pogawędki, ale po przybyciu Przemka i usłyszeniu całej historii - nie ma siły, żebym ich nie polubiła :) 

Co mogę powiedzieć po tym spotkaniu? Jęli interesują Cię czytelniku podróże, wyprawy, zwiedzanie lub masz psa i chcesz zacząć zabierać go na wakacje - a może jeździcie regularnie na mieszane gatunkowo wyprawy: 

NIE BĘDZIESZ SIĘ NUDZIĆ.

Agi i Przemek udowodnią Ci, że nie ma wyprawy nie możliwej do zrealizowania z psem (zakładając, że nie trzeba przy tym łamać prawa), dowiesz się jak zaplanować wycieczkę za granicę, jak rozplanować kilku-kilkunastodniową podróż oraz co zabrać dla swojego pupila. 
Odpowiedzą na każde pytanie, poradzą i z pewnością zainspirują każdego, kto ma chociaż odrobinę szaleństwa (i koczownika) w sobie.

Zakupiłam tego dnia również książkę "Himalaje na czterech łapach" OCZYWIŚCIE z osobistą dedykacją i odciskiem wilczej diuniastej łapki :) 

Jak tylko przeczytam, to zarzucę recenzją. 

Diuna :)

na dole Luna na górze Diuna

Luna i Mafia

Przemek z Diuną, Weronika z Mafią i Ja z Luną

Wybaczcie za jakość tzw tostera, ale nie dało rady inaczej.




niedziela, 28 czerwca 2015

A dla wilczaka koniec wakacji.

Wraz z końcem roku akademickiego, mojemu wilczakowi skończyły się wakacje :p
Mieszkanie z "babcią" i rozbestwionym towarzystwem dobiega końca! Dziś wieczorem wybieramy się do stolicy - 3go lipca wyjeżdżamy w trasę :) Czeka nas przygoda i sporooo nauki ;) 
Drżyjcie mazurskie wsie i lasy - zaczynają się wilczakowe wczasy... 

Poniżej nasz przygodowy koszyk - oczywiście mamy osobny z karmą i jedzeniem dla ludzi. Dziś kończy się lajcik podmiejski. Dziś wracamy do wielkomiejskiej dżungli...



sobota, 27 czerwca 2015

Post z serii: mam głupiego psa.

Mam głupiego psa. Nie. Chyba mam głupiego szczeniaka. Mam szczeniaka. Nie jest głupi. Wilczak nigdy nie jest głupi. Jest jak ja. Ma swój świat i swoje kombinowanie. Tak, wilczak kombinuje... a wydaje się, że jest głupi. 

Chce jeść to je. Chodzi z miską pełną suchej karmy. Tak... chwyta w paszczę i ucieka. Z tą zadowoloną wilczakową miną, uszy ściągnięte do tyłu i ten bujający się na boki ogon. Co z tego, że wysypuje po drodze. Idzie dumna przed siebie. Fuck... a ja chodzę i zbieram. Nie po cichu. Klnę jak szewc na głos, drę się wciekła. Mówię, że jest głupia - ale ona wie, że tylko żartuję. Patrzy na mnie i merda ogonem. "No co? Fajnie nie? Teraz można jeść w całym domu!" Spoglądam na nią spode łba. Znów klnę. Na dame nie przystało, ale już dawno pożegnałam się z damowaniem. Kiedy jestem w okolicy zwierząt zamieniam się w hetere. Serio.

Wilczak jest cwany. Teatr ma w małym paluszku. Kradnie kotom jedzenie, jak tylko się da. Przerabia przy tym wszystkie figury z jogi, nie wiem jak ona to robi, ale tak jest. Hodowca rzekł by: zdrowe stawy. OK! Nie muszę chodzić do weta. Wygina się jak akrobatka -  kiedy tylko chce jeść. ZJE.

Siad, stop, stój. Tralala lala. recytacja Szekspira jest równie sensowa co komendy. Coś tam słyszała, parę razy siadła, ale lepiej łapać nagrody na stojąco - po co siadać?! Jasne, ma pół roku - jest szczeniakiem, psy w tym wieku są głupie, nie można za wiele wymagać ALE ĆWICZ! Ok, ćwiczę, ale ona doskonale wie co do niej mówię - nie zależnie od tego jakich używam słów. Psem policyjnym nie będzie. Ani przewodnikiem. A kit z tym... 

Wilczak jest głupi. Chce wejść oknem do domu. No głupia! Ale skoro okno jest otwarte, a kot wchodzi... to czemu ona miała by nie wejść? Drzwi zamknięte, podkopy pod fundamenty nic nie dały... No to dawaj oknem. głupi wilczak. Nie. Cwany wilczak. Ja jestem głupia, bo nie zamknęłam okna. 


A jednak, kocham to moje wilcze dziecię. Kocham każdego mojego psa. Jednak tylko ona będzie ze mną wszędzie. Moje dziecko księżyca. Luna. 



piątek, 26 czerwca 2015

Wilk w łóżku - pare słów o spaniu z psem.

Będąc członkinią różnych forów i grup dyskusyjnych, zauważyłam, że ludzie dzielą się:


  • na tych, którzy śpią w łóżku z psami jak z pluszakami
  • na tych którzy absolutnie zabraniają psom wchodzić do łóżka
Mam swoją teorię na to. Oczywiście czytałam porady i poglądy mojego mistrza C. Millana, ale mam tez swoje doświadczenia w życiu z psami i wyglądają one następująco:

Każdy pies ma swoje posłanie. Są to wiklinowe duże kosze, wyściełane poduszkami i kocami (mięciutkimi ah). Jednakże, część psów zdecydowanie potrzebuje czuć przez sen ciepło ciała człowieka: są to stafficzka Mel i mopsia mojej mamy Hexa. Te dwie śpią w łóżku z moją rodzicielką, a spanie poza nim traktują jak kare za jakieś przewinienie. Monia (największa) woli jednak koszyk, nie w głowie jej spanie w łóżku. Fiesta tak samo, chociaż gdy ja jestem w domu - nie odmawia sobie przyklejenia się do mnie gdzieś do boczku. Nie wyganiam jej, jest stęskniona niech śpi tak jak chce. Nie stara się mnie zdominować, nie przeszkadza mi to zupełnie - mieścimy się we dwie. 

A wilczak? Luna w Warszawie ma dwie opcje, są zależne od jej poziomu energii wieczorem. Jeśli nie ma zamiaru zmrużyć oka, a w główce kłębią się różne fajne wilczakowe pomysły na zajęcie sobie pyszczka --> zdecydowanie zapraszam ją do klatki. Raczej nie protestuje, dostaje do zabawy kość i ma czym się zająć jeśli się nudzi. Nie jest to kara, ani nic z tych rzeczy. Czasem są zabiegane dni gdy nie mamy czasu by zapewnić jej przed snem odpowiedniej dawki ruchu i emocji - każdego właściciela psa to spotyka, więc nie mamy wyrzutów sumienia. Klatka to nie cierpienie, to po prostu alternatywa.
Jeśli jednak jest wyspacerowana, wybiegana, widać, że jest grzeczna i specjalnie nie rozrabia - śpi z nami w łóżku. Z początku bardzo chciała spać koło mojej twarzy ale już jej przeszło - woli w nogach, ma tam zdecydowanie więcej miejsca. Jest blisko, wie że śpimy i że jej nie oszukujemy :D
Nie będę wspominała nic o porankach bo to osobny temat, coś wspomniałam o tym w poprzednim poście. 

W domu rodzinnym ma tyle atrakcji, że sama nie wie czasem z kim ma spać. Czy wciskać się na siłę innemu psu do kosza (oj troszkę czułości od koleżanek, a one takie wredne :P), może u mnie w nogach, ale jest też pusta przestrzeń pod łóżkiem - która również jest atrakcyjna zwłaszcza jak jest ciepła noc.

PODSUMOWUJĄC

Moje psy same wybierają jak i z kim śpią. Jedyne co, to muszą się dostosować. Nie ma wyrzucania człowieka z łóżka ani innego psa (czy kota, a tych jest aż 4). Dla każdego są różne możliwości, zazwyczaj wybierają spanie w grupie. Nic dziwnego, w końcu jesteśmy jedną sforą ;) 



czwartek, 25 czerwca 2015

Wilczakowe Love - czyli miłość i... cierpliwość!

Jaki jest pies każdy widzi.. ale jaki jest wilczak? - To wiedzą tylko właściciele. Przyjmując pod swe skrzydła Lunę, zostałam uprzedzona o tym, co na 90% mnie spotka. Oczywiście dużo czytałam, ślęczałam na forach i wyszukiwałam informacji... Wiedziałam na co się pisze. Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Jednak zdecydowałam się na to szczęście, więc mogę powiedzieć wam pare słów - na świeżo, teraz. Wszystko to, co spotyka świeżo upieczonego właściciela wilczaka spotyka mnie niemal codziennie. Wszystkie problemy, pytania, zmagania...

Na szczęście mam porównanie. Nie jest to pierwszy pies, ani pierwszy szczeniak w moim życiu. Zasady panujące w sforze mam obcykane od dziecka. Byłam pewna, że to nie może być takie trudne. Co się okazało?

Oczywiste, że nie jest. Wystarczy upór, miłość, cierpliwość i trochę (wilczej) duszy :)

Dla jasności: nie jestem ani nie uważam się za psiego behawiorystę. Nie czuję się wszechwiedząca, ani nie uważam, że znam każdego wilczaka na tej planecie. Mam jednego i na tej podstawie, mogę opowiedzieć różne historie ;) To, czy chociaż częściowo pokrywają się z waszymi ocenicie sami.

Jak wygląda dzień Luny? Musiałabym się zamienić w nią na chwilę i napisać też z jej perspektywy... Aby dodać temu wszystkiemu realizmu i być szczerą, będę pisała o swoich emocjach, odczuciach i przemyśleniach w danej chwili. 

ODCINEK 1. środa, dzień wolny, godzina 06:03
LUNA:

Jest już światło. Czemu oni wszyscy śpią? Bez sensu, przecież jest światło. Może wstanę i ich obudzę, będzie im przykro, że przegapili wschód słońca. Wstaję z posłania i patrzę chwilę na wszystkich. Śpią. A co, może w kuchni coś okradnę, jak śpią. Nie będą się męczyli ganiając mnie po kuchni. Drepczę do kuchni, węszę, sprawdzam nosem blaty, szafki, pod piecem, ... nic nie ma. Pusto. Jestem głodna. Wracam do ludzi i koleżanek. Trącam je nosem. Nie spijcie! Budź się. Ty też. Też! Nie? Ugryzę ją w głowę, może będzie pewniejsza z tym wstawaniem. Nie chce wstać, warczy na mnie. No co one takie złe... Trudno, popiszczę trochę, może zrozumieją jak bardzo mi się nudzi! Śpią dalej. Jetem głodna. Idę do kuchni. Nic tam nie ma. Ale napiję się. Piję wodę z miski, ale tak nagle przypomina mi basen. Ale śmiesznie. Wsadzę łapę. O... pluska. Wsadzę dwie. Może jak zacznę kopać to będzie jej więcej. O... wszędzie woda! Jest super, kopię. O nie... nie ma już wody. Nudno. Źle. Ale przecież wstało słońce, czemu oni śpią? Idę do starszej człowieki. Człowieka śpi. Patrze i piszczę. Śpi dalej. o... Nie śpi! Ruszyła powieką. Oszukistka! Hop! Bawimy się? No weź... nudzi mi się, chodź. Wstawaj. Skaczę po głowie, bo widzę, że nie może się obudzić - pomogę jej! Au.. zrzuca mnie z łóżka. No dobra... NIE CHCE SIĘ Z TOBĄ BAWIĆ JUŻ! Wyszczekałam, ale chyba nie wzięła tego serio, krzyczy coś bez sensu. Dobra idę. Rozbudzę tylko koleżanki. Kiedy już nie śpią znów idę do kuchni... Nic nie ma. Pusto. Dobra idę, muszą mi coś dać bo umrę z głodu. Jestem taka głodna, że aż szkoda pożerać kocią kupę w kuwecie w takim szale... zostawię ją na później, takie rarytasy. Świeżutkie, tak pachną. Dobra stoję koło młodszej człowieki. Śpi. Ale bawmy się!!!! Buziaczki!!!! Całuje ją po twarzy drapie łapą po policzku. Udało się nie śpi! Jak się cieszy! Wykrzykuje moje imię! Ale super, teraz wszyscy możemy iść do kuchni jeść. Biegnę... Ej... nie idzie za mną. Wracam się. No chodź...! Wskakuję na nią i skacze po niej, zaczepiam. Nie śpisz! Nie możesz już tam leżeć! Noo weeeź! No mamo...! chodź! 

JA:
Sen. Taki cudowny, a wczoraj miałam egzamin. Tyle stresów, tyle zarwanych nocy. Te prezentacje, to zamieszanie.. jak cudownie. Czuje ciepło i przyjemny chłodek na twarzy, przecież mam uchylone okno - własnie dlatego!
Śpię. Śnię... jest błogo. Bez szumu warszawskiego za oknem, bez sąsiadów na górze, po bokach... Cholera. Koniec snu. Słysze jak Fiesta śpiąca w koszyku u mamy w pokoju warczy. Boże, znowu Luna wstała o chorej godzinie. Udaję, że śpię. Co się będę zdradzała, ignoruje to. Kocham moje psy ale kocham też sen, zwłaszcza po takim egzaminie. Przysypiam na sekundę - znów jakiś hałas z za ściany... Moja mama drze się na psa, i coś w rodzaju "weź ją to twój p*** pies", o nieee... dobra śpię. Może nikt nie zauważy. Nie, jednak nie mogę. Słyszę jak Luna drepcze do kuchni w te i z powrotem. Masakra... Otwieram oczy. Jest jasno - to już coś. Może tylko wydaje mi się, że jest rano, może jest 11?! Łapie za telefon, jednym okiem patrze świeżo odblokowany ekran: 6. BOŻĘEEEEEE ZA COOOO. Nim zdążę go odłożyć coś juz wpycha mi jęzor w oko. Co za pies. Chcę ją wyrzucić z łóżka ale nie da się. Dobra trudno, ... kiedy już mam się poddać psina znika. O taaak.. może teraz będę mogła jeszcze dospać te chwilę. Układam się wygodnie w łóżku, tylko po to by zaraz skakał po mnie wilczak. Nie, nie zasnę już trudno. - Dobra, ... ale już.. zejdź! - Luna jest głucha, z resztą wiem, że nie chce ze mnie zejść. Walczymy we dwie na łózko w zabawie. Myślę sobie... Kocham cię Lunka, ale czemu wstajesz do cholery tak wcześnie?!!?!?!?! 





Poranne wstawanie w przypadku mojego (jak się dowiadywałam, nie tylko mojego ;) ) młodego wilczaka to NORMA. Czasem jest to bardzo drażniące, a wszelkie formy oszukania wilka są bezsensowne - i tak wie, że nie śpię. Mogę tylko zagryzać wargi, całować ją w nos i starać się nie zrobić jej czasem krzywdy (żarcik). Czasem śmieję się, że byłby z niej całkiem ładny szalik...  Kiedy jednak wydaje mi się, że wygrałam - jest boska cisza i mogę jeszcze chwile pospać... okazuję się, że wilczydło dopadło coś, co przerwie jej nudę i bawi się w najlepsze np poduszką lub zasilaczem od komputera. Cóż, nie pozostaje nic innego, jak liczyć, że z tego w końcu wyrośnie :P 

Odnaleziona siostra!

Nadal nie mogę się nadziwić jakie możliwości dają portale społecznościowe, oraz jaką mają potęgę!
Dzięki popularnemu facebook'owi skontaktowała się ze mną... tralalalala siostra Luny! No, trochę naciągnęłam ;) Nie ona, a jej właścicielka Paulina. Jesteśmy happy, ponieważ planujemy poznać ze sobą siostry, a właściwie zafundować im spotkanie po miesiącach rozłąki :)

Siostra Luny nazywa się Hera i mieszka w okolicach Łodzi a my w okolicach Warszawy - więc nie mamy tak daleko! 
Oczywiście powymieniałyśmy się spostrzeżeniami, dotychczasowymi przeżyciami, przygodami, żalami i radami... wyszło na to, że moja Lunka nie jest AŻ takim diabłem jak mi sie wydawało hehe.
Hera, fotka kradziona z fb Pauliny :) 
Prawda, że są podobne? 


To był news nr 1, czas na news nr 2. 
Wybieramy się z Luną na spotkanie z naszymi (przynajmniej moimi :P) idolami, podróżnikami, wilczakowcami 3wilki.pl Wataha w Podróży :) :) :)
Spotkanie odbędzie się 29 czerwca, w Warszawie - link poniżej:



Jestem niecierpliwa i już  nie mogę się doczekać tego spotkania! Mam nadzieje, że moje biedne wilczysko jakoś przeżyje wycieczkę po mieście - ostatnie parę tygodni spędziła poza wielkim miastem, na łonie natury :) Zdaję się, że już zapomniała uroków wielkiego miasta...
Oj biedna wilczyca, biedna... biedniejszy będzie mój nadgarstek - nową smycz będziemy miały w 2 tygodniu lipca, więc po powrocie z kajaków....


A tu Luna wypoczywa przed aktywnym wypoczynkiem wakacyjnym!


Smyczom poświęcę osobny post, kiedy nasz nowy nabytek już do nas trafi. 

Udanego weekendu wilki! 


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Przed pierwszą wyprawą czyli SZELKI I UPRZĘŻE cz.1

Robiłyśmy już sobie małe wycieczki we dwie do lasu, spacery miejskie dłuższe niż godzina też mamy za sobą. Jaka jest Luna? Młode to, to i głupie jeszcze, ale mając drugiego psa przy boku - trzyma się blisko. Wilczasta cierpi jeszcze na szczenięce zrywy, ale idzie temu jakoś zaradzić czyt. długa smycz. 

Przed sobą mamy pierwszą poważną wyprawę. Adekwatna dla nas dwóch laiczek: 3 dni, spływ kajakowy, namioty, jedzenie z puszki, komary i pijawki.

Będąc szczera sama przed sobą, we dwie zaczynamy przygodę z podróżowaniem. Spanie pod namiotem zaliczyłam ostatnio jakieś może 10 lat temu, czyli byłam totalnie nie przygotowanym na takie "coś" dzieckiem. Kiepsko wspominam tamten wypad z koleżanką i jej rodzicami, podtopiło nas, a na koniec musiałyśmy z spać w przyczepie we 4. Ahhh, nie wspominam najlepiej.

Teraz jednak, trochę się pozmieniało. Mam niezastąpionego woja przy sobię, który nie raz wybierał się na takie wyprawy. Ociemniała białogłowa i jej wilk nie padną z głodu, zagryzione przez komary!
Jedziemy w 4 osoby, dwa namioty i dwa kajaki. To znaczy kajaki mamy zapewnione na miejscu :)

Co do samej trasy, jedziemy na miejsce spływu samochodem - wygoda i dla nas ludzi i dla psów: psy jadą dwa.Dwie przyjaciółki. Luna i Shiba. Samochód zostawiamy tam skąd wypływamy, czyli reszta drogi będzie do przemierzenia rzecz jasna drogą wodną i ew. troszkę "z buta".

Ciągle zastanawiam się czy mam wszystko co mi jest potrzebne. Przeglądam strony w sieci, blogi, poradniki... Nadal nie jestem pewna.

Zaczynając od zapewnienia podstawowych potrzeb, karmę zabieramy suchą - tak aby nikt nie miał sensacji. Zapewne będzie to nasz ulubiony Britt. Porcji jeszcze nie przeliczyłam, ale zajmę się tym na sam koniec.
Poidła transportowe jadą dwa, o ile drugi znajdę w mieszkaniu na wsi. Graciarnia jest spora, w końcu się przyda - trzeba zakasać rękawy i ruszyć na poszukiwania :)

Woda i jedzenie za nami. Teraz nieco inna kwestia........ Jadąc na spływ kajakowy liczę się z tym, że moja Luna nie koniecznie musi mieć ochotę na siedzenie razem ze mną w kajaku. To oznacza wskakiwanie do wody, oraz radosne (mokre) powroty do kajaka. Mamy skórzane szelki, jedne z dwóch par, więc wybór raczej marny. Zwykłe miejskie szeleczki. Obawiam się, że po tej wyprawie mogą nie być zdatne do użytku, ale trudno - w końcu mamy drugą parę. 

Będąc neto-maniaczką i gadżeciarą pomyślałam: "może jest coś zaprojektowanego specjalnie na takie przygody?" Komuna już dawno za nami, mamy wielki kolorowy rynek różnych "psich" produktów. Siadłam, pomyślałam i coś znalazłam. 


Mając dość skromny budżet, nie mogę za szybko szaleć z inwestycjami. /pomijam to, że Luna jest młoda, nie osiągnęła jeszcze pełnych rozmiarów/  Oczywiście, jestem jak najbardziej za produktami dobrej jakości, wygodnymi (dla mnie i dla psa), praktycznymi i testowanymi (bezpieczeństwo przede wszystkim!).

Produkt jaki mnie interesuje to szelki o mocnej konstrukcji, z uchwytem umożliwiającym podniesienie psa lub wyciągnięcie go z wody, wodoodporne lub szybkoschnące, model do którego można przypiąć juki (również odporne na wodę), nie krępujące ruchów psa, ani nie powodujące przetarć. 
Moje poszukiwania przyniosły jakieś skutki. Chronologicznie - to znaczy cenowo - wygląda to tak:

Na pierwszy rzut Julius K9. 
Szelki można zakupić stronie dystrybutora http://p1es.pl/.

Znam paru posiadaczy i są raczej zadowoleni. Szelki jakie by nas interesowały to IDC, bo do tego modelu pasują juki, również firmowe. Jedyny minus jest taki, że juki są nieduże (tak przynajmniej wyglądają na zdjęciach) w porównaniu do droższych szelek/uprzęży turystycznych. Nie mniej jednak, będą idealne jako te "pierwsze". Luna nauczy się pomagać nam w dźwiganiu i na dzień dobry i nie wykosztuję się aż tak bardzo. Jest jeszcze jedna kwestia: zakup można rozbić sobie na dwie raty, najpierw kupić szelki a dopiero później juki. Bardzo mi to odpowiada, przy czym juki są tylko dodatkiem do szelek. Na innych przykładach zaraz pokażę, że to duży plus. 

Wszystkie możliwości pokazane są na zdjęciu, które pozwoliłam sobie pożyczyć ze strony:



Wilczak w  owych szelkach i jukach wygląda tak:

powyższa piękność to Diuna ze wspaniałego trio 3wilki.pl czyli Wataha w Podróży.

Zdaje się, że będzie to nasza pierwsza inwestycja. Kiedy tylko to zrealizujemyej siądziemy do bloga i machniemy recenzję, naszym okiem ;)

Cena to 140 zł + przesyłka, juki dodatkowo płatne: ok 80zł.

Drugą opcją w kolejności cenowej jest zestaw zwany pl. plecakiem angl. pack marki Ruffwear.

Model RUFFWEAR APPROACH PACK występuje w dwóch wersjach kolorystycznych: niebieska i pomarańczowa. Plecak wyglądają dość solidnie. Został wyposażony w wodoodporne zamki, wszyte odblaski, uchwyt, jest wyważony i posiada egronomiczną ramę.
Oczywiście jest mały minus: plecak jest całością, juk nie da się odpiąć. 






www.itsahuskything.com


Cena (najniższa jaką znalazłam na polskim rynku internetowym) to jakieś 330 zł + przesyłka. 


Trzeci produkt jaki wzięłam pod lupę to uprząż marki Hurtta, model Trial Pack.  

Dostępna jest tylko jedna wersja kolorystyczna. Nie wyczytałam nic o wodoodporności, ale wydają się całkiem przyjemne. Sama uprząż ma porządną konstrukcję i posiada odpinane juki, które zdają się być bardzo pojemne. Posiada aż 6 punktów regulacji, co z pewnością daje niezły komfort jeśli chodzi o dopasowanie i wygodę psa. Nie zabrakło również uchwytu i odblasków.



na żywym psie wygląda to tak:


zdjęcia pożyczone z facebooka firmy.

Cena z jaką trzeba się liczyć to ok. 365 zł + przesyłka. 


Ostatni model, któremu postanowiłam się przyjrzeć to znów RUFFWEAR, PALISADES PACK.

Jest to model podobny do tańszego tej firmy, jednak ma parę dodatkowych plusików. Zaczęłabym od pojemności (oczywiście łatwo odpinanych) sakw/juk które maja objętość nawet do 19 litrów w rozmiarze L/XL (pojemność juk, kieszeni, sakw zależna jest do rozmiaru modelu). Plecak posiada system kompresji, oraz 2 pojemniki na wodę. Całość jest wodoodporna i ma dodatkowe 2 kieszenie. Podobnie jak w innych modelach ma wszyty uchwyt i odblaski. Jest to najdroższy ze wszystkich plecaków jakie widziałam i chyba można w niego upakować najwięcej rzeczy, ale brałabym go pod uwagę wybierając się na naprawdę daleką i długą wyprawę. Inaczej nie miałabym powodu, żeby inwestować w aż tak "wybajerzony" sprzęt.

a na psach:


zdjęcia ze strony firmy. 


Cena tej przyjemności to raptem ok. 570 zł + przesyłka.

Po tym małym przeglądzie dochodzę do wniosku, że czas pokaże jakie mamy potrzeby. Zależnie od tego co nas spotka i czym mnie zaskoczy wilk - dobiorę odpowiednie szelki z jukami. Jak na razie obstawiam przy tych pierwszych. Kusi cena oraz możliwość kupienia obu elementów osobno. Wszystkie inne modele są sprzedawane jako całość. Nawet jeśli połączyć szelki i juki Julius K-9 to cena i tak jest niższa niż 300 zł. Wyższą kwotę daje bardziej skomplikowana konstrukcja uprzęży oraz większe sakwy. Jak na razie zaczynamy z wyprawami i nie chcę przesadnie inwestować, zwłaszcza jeśli wilczydło nigdy nie miało na sobie wilczego plecaka ;)

Oczywiście sprawozdanie z wycieczki pojawi się zaraz po powrocie.

Pierwszy post, czyli krótka notka o nas.

Tak na dobrą sprawę jest to drugi (ambitniejszy) blog jaki prowadzę. Ten drugi jest całkiem osobisty i dotyczy tylko mnie i mojej ludzkiej strony - głównie przemyśleń.
Ten zaś jest poświęcony reszcie mnie, czyli mnie wilczycy oraz wilczycy (mnie) i wilczycy (Luny).

Jestem studentką archeologii, wyprowadziłam się ze stolicy parę lat temu, jednak znów wróciłam na stare "śmieci" - zmusiły mnie studia. Poza wilczydłem, w domu na wsi mam 5 innych psów, ale nie będę przedstawiała teraz całej rodziny. Ponieważ cała ta ferajna jest ze sobą bardzo zżyta i nie umie żyć wśród bloków oraz ulic - na mojej życiowej drodze stanęło pokraczne, wilko-podobne stworzenie: Luna, czyli "pies" rasy Wilczak Czechosłowacki. 
Obecnie ma 6 miesięcy, kursujemy między wsią a Warszawą: od miejskiej dżungli do polskich lasów i łąk :)

Mój ukochany zaraził mnie chęcią podróżowania - zawsze pociągały mnie wyjazdy, ale do tej pory były to hotelowo-pensjonatowe "nudne" wakacje - na dziko, w Polskę, w naszą rodzimą dzicz. 

Co do psów i mojego podejścia, a mam nadzieję, że zauważy to każdy czytelnik (oczywiście jeśli się jakiś znajdzie), nie jestem fanką tresury i "cyrkowych" psów, jednak mam swoje stadne zasady. 

Jeśli ktoś chciałby mnie skrytykować, to śmiało, acz nie miłe i bezsensowne komentarze będę usuwała :) Ale jesli ktoś miałby jakieś porady, fajne triki - piszcie!