Ten post będzie o:
1. nowych SLED'ach
2. Pierwszej lekcji trekkingu a właściwie DOGtrekkingu.
1. Zacznijmy od początku!
W ramach psich sportów postanowiłam zacząć poważny dogtrekking. Zaczęłam od zakupów.
Po przeszperaniu internetu wybór był prosty --> sklep SALI.PL
Ceny przystępne, wizualnie OK, paru blogerów też robiło tam zakupy --> zaufałam. Nie znam się (jeszcze) na tym, to moja pierwsza przygoda z dogtrekkingiem zobaczymy za parę tygodni jak szelki zdadzą egzamin. Oczywiście zakupiłam "akuratne" czyli takie by w obwodzie już pasowało ALE by pasowało nam również za miesiąc czy dwa... czyt, ciut za duże (zobaczycie na zdjęciach).
Luna wygląda w nich nieco zabawnie, zwłaszcza jak stoi. Paski śmiesznie odstają i w pierwszej chwili nieco zwątpiłam :p dopiero jak podpięłam sukę do smyczy i ruszyła - dostrzegłam jakiś sens.
UWAGA. Jeśli coś odstaje nie przejmujcie się tym. Jeśli w ruchu zdaje egzamin - jest ok. Przynajmniej tak mi się wydaje :)
Wracając do samych szelek... Wszystko zgadza się z opisem. Solidnie, sensownie, bez udziwnień. Polecam, zwłaszcza jeśli jesteśmy początkujący i nie chcemy wydać fortuny na "dzień dobry".
Co do noszenia i użytkowania - psa trzeba nauczyć w nich chodzić. Nie jest to takie hop-siup. I właśnie tu zaczęła się nasza 1 lekcja dogtekkingu :)
2. Z początku Luna musiała zrozumieć, że ma iść przede mną. Szelki skonstruowane są dla psów ciągnących czyli logiczne - pies nie może iść obok nas ani nieco przed nami. Żeby ją do tego przekonać wymyśliłam komendę "prosto" która w Luniastym języku ma oznaczać "idź przed przewodnikiem, środkiem". Pies nie rozumie polskiego, a słowa mają taki sens jaki mu nadamy :) Zaczynam zawsze od "idź" co po naszemu oznacza "możesz już ruszyć". Kiedy zaczyna iść zachęcam ją by mnie wyprzedziła, mówiąc PROSTO. Kiedy trafiała na właściwy tor słyszała milutkie "dobrze!". Szło jak szło, ale jakoś załapała. Oczywiście zbaczała z trasy, przecież była w nowej okolicy i ciekawość czasem zwyciężała, ale nie ganiłam ją zbyt mocno. Korygowałam i powtarzałam wszystko w koło. W połowie drogi w jedną stronę, trzymałam się już kategorycznie "PROSTO", jeśli zbaczała z trasy słyszała "NIE", które zna aż za dobrze.
Ciężki trening, ale to nasza 1 lekcja była więc do zaakceptowania. Następnym razem nie będzie zadziwiona nową okolicą, będę wymagała już więcej.
Jakie wnioski z tej lekcji?
Żeby SLEDy miały sens, pies musi być usłuchany na spacerach i znać podstawy. Jasne, można go tego uczyć mając szelki (uprząż) tak jak my to robimy, ale łatwiej będzie gdy nasz pies opanuje chociaż chodzenie przed nami na komendę. Lunę uczyłam tego "na" obroży. Inaczej nie umiała zrozumieć o co mi chodzi. Sledy mają kółeczko tuż przy ogonie, więc manewr smyczą jest utrudniony, bo sledy nie służą ani do zmiany kierunku ani do "przeciągnięcia" na przód.
Jak na razie, to jedyne nasze spostrzeżenia. Zobaczymy co będzie dalej!
czwartek, 30 lipca 2015
niedziela, 19 lipca 2015
Wilk w Wilczaku
Bywają takle dni, że zapominam o wilku, który jest w moim "psie". Czasem w ogóle wydaje mi się, że to pies i tak właśnie o niej myślę. Porównuje ją do innych psów, staram się "wychowywać" jak inne psy. Jednak moja Luna umie mi przypomnieć, że nie jest psem, a hybrydą psa i wilka. Nawet jeśli jej rodzicem nie jest Canis Lupus Lupus, to jest nim prapra (..) dziadek i nie powinnam traktować ani myśleć o niej jak o typowym psie.
Dzisiaj znów zapomniałam o wilku jaki w niej jest. Mimo chodzenia na smyczy, "siad" na komendę, spaniu ze mną w łóżku, jedzeniu z miski itp nadal ma w sobie Canis Lupus Lupusa.
Byliśmy dziś stadkiem na spacerze w jednym z popularnych warszawskich parków. Piękna pogoda, dzieci, wózki, psy, całe rodziny. W dwóch słowach: masa ludzi. 4-nożne były dwie, ruda i Lunka. Po oswojeniu się młodej z gwarem puściłam ją ze smyczy. Bywały momenty, że hałas i tłum oszałamiają mojego wilczaka. Miała wtedy problem z koncentracją i łatwo się gubiła. Poradziłyśmy sobie z tym, za każdym razem odnajdywała mnie wzrokiem i trzymała się raczej blisko: nas, lub swojej rudej przyjaciółki.
Spacer zmierzał ku końcowi i obraliśmy kierunek na plac zabaw. Miałam gdzieś w oddali przeczucie, że może powinnam zapiąć sukę na smycz, ale postanowiłam dać jej szansę. Przecież było ok.....
Było, dopóki nie trzeba było przejść koło placu zabaw, między ludźmi grającymi w koszykówkę, między rodzinami z dziećmi itp itd. Widziałam, że się stara, ale nie mogła się przełamać i kiedy odległość między nami osiągnęła jakieś 10m (gdzie zwykle to wystarczy bo czuje się odłączona od stada i biegnie do nas czym prędzej) nagle zrobiła zwrot i... dala nogę. Dałam jej może 2 sekundy na "ominięcie" bajora ale bajoro ominęła i zniknęła mi w krzakach. Mało rozradowana rzuciłam się w pogoń. To był ten moment kiedy wilczak ogłuchł na wszelkie komendy i rozkazy. Nie była to ignorancja ani "testowanie sił". Dostała zwykłego ataku lęku a panika kazała jej uciekać.
Nie zwiała daleko, nie zdążyła wybiec z parkowego lasku, za to stwierdziła, że w połowie zdewastowane drzewo będzie świetną jamą i zaczęła sobie pomagać kopaniem. Byłabym mega wściekła gdybym widziała w tym "niezależność" i "psią samowole" pomieszaną z chamską ignorancją.. Jednak to nie było niczym z wyżej wymienionych rzeczy. To był pierwotny strach, który zajął jej umysł i kazał działać wyjątkowo instynktownie. Pomijając to, że instynktownie powinna podążać za nami... Zrozumiałam, że dystans pomagał ale w momencie gdy było mniej ludzi/. Gwar, hałas, szum spowodował, że totalnie straciła kontakt z bazą i najprawdopodobniej my (czyli dwoje dorosłych i dziecko) staliśmy się niewidoczni w tłumie.
Po tej przygodzie wiem jedno. Nie ma chodzenia bez smyczy gdy robi się gęściej. Dalej się socjalizujemy ze społeczeństwem i muszę przyznać, że idzie nam coraz lepiej :)
Co do wilka w wilczaku... Poniżej załączam pare zdjęć wilka europejskiego (euroazjatyckiego) oraz pierwszych czechosłowackich prób stworzenia wilczo-psiej hybrydy, z angl. wolfdog'a, po naszemu by to było.. wilkopsa :)
Dzisiaj znów zapomniałam o wilku jaki w niej jest. Mimo chodzenia na smyczy, "siad" na komendę, spaniu ze mną w łóżku, jedzeniu z miski itp nadal ma w sobie Canis Lupus Lupusa.
Byliśmy dziś stadkiem na spacerze w jednym z popularnych warszawskich parków. Piękna pogoda, dzieci, wózki, psy, całe rodziny. W dwóch słowach: masa ludzi. 4-nożne były dwie, ruda i Lunka. Po oswojeniu się młodej z gwarem puściłam ją ze smyczy. Bywały momenty, że hałas i tłum oszałamiają mojego wilczaka. Miała wtedy problem z koncentracją i łatwo się gubiła. Poradziłyśmy sobie z tym, za każdym razem odnajdywała mnie wzrokiem i trzymała się raczej blisko: nas, lub swojej rudej przyjaciółki.
Spacer zmierzał ku końcowi i obraliśmy kierunek na plac zabaw. Miałam gdzieś w oddali przeczucie, że może powinnam zapiąć sukę na smycz, ale postanowiłam dać jej szansę. Przecież było ok.....
Było, dopóki nie trzeba było przejść koło placu zabaw, między ludźmi grającymi w koszykówkę, między rodzinami z dziećmi itp itd. Widziałam, że się stara, ale nie mogła się przełamać i kiedy odległość między nami osiągnęła jakieś 10m (gdzie zwykle to wystarczy bo czuje się odłączona od stada i biegnie do nas czym prędzej) nagle zrobiła zwrot i... dala nogę. Dałam jej może 2 sekundy na "ominięcie" bajora ale bajoro ominęła i zniknęła mi w krzakach. Mało rozradowana rzuciłam się w pogoń. To był ten moment kiedy wilczak ogłuchł na wszelkie komendy i rozkazy. Nie była to ignorancja ani "testowanie sił". Dostała zwykłego ataku lęku a panika kazała jej uciekać.
Nie zwiała daleko, nie zdążyła wybiec z parkowego lasku, za to stwierdziła, że w połowie zdewastowane drzewo będzie świetną jamą i zaczęła sobie pomagać kopaniem. Byłabym mega wściekła gdybym widziała w tym "niezależność" i "psią samowole" pomieszaną z chamską ignorancją.. Jednak to nie było niczym z wyżej wymienionych rzeczy. To był pierwotny strach, który zajął jej umysł i kazał działać wyjątkowo instynktownie. Pomijając to, że instynktownie powinna podążać za nami... Zrozumiałam, że dystans pomagał ale w momencie gdy było mniej ludzi/. Gwar, hałas, szum spowodował, że totalnie straciła kontakt z bazą i najprawdopodobniej my (czyli dwoje dorosłych i dziecko) staliśmy się niewidoczni w tłumie.
Po tej przygodzie wiem jedno. Nie ma chodzenia bez smyczy gdy robi się gęściej. Dalej się socjalizujemy ze społeczeństwem i muszę przyznać, że idzie nam coraz lepiej :)
Co do wilka w wilczaku... Poniżej załączam pare zdjęć wilka europejskiego (euroazjatyckiego) oraz pierwszych czechosłowackich prób stworzenia wilczo-psiej hybrydy, z angl. wolfdog'a, po naszemu by to było.. wilkopsa :)
CANIS LUPUS LUPUS
____________________
pierwsze wilczaki czechosłowackie
sobota, 18 lipca 2015
Test i recenzja obroży "Grey Elegance" od FurkidZ
Na początek parę słów o sklepie. Od jakiegoś czasu
przeszukiwałam internet w poszukiwaniu smyczy/obroży/szelek wykonywanych na
zamówienie. Pierwszym sklepem, który wzięłam pod lupę był właśnie FurkidZ.
Oczywiście nie skończyłam na jednej stronie, poszukałam,
porównałam ceny, porównałam ozdobne taśmy do wyboru i ostatecznie padło właśnie
na FurkidZ.eu
Witryna www jest bardzo czytelna i nie ma problemu z
wyszukaniem interesujących nas informacji jak czas produkcji czy oczekiwania na
produkt. Dzięki rozwijanym rubrykom możemy wybrać wymiary, rodzaj taśmy,
obszycie (lub jego brak) oraz rodzaj zapięcia. Nie jest to jedyny tak
skontrowany sklep z akcesoriami dla psów, ale zakochałam się w jednej obroży i
to było decydujące :)
Zamówiłam na stronie dwa produkty: obroże oraz podwójną
smycz Dwójnik dla psów FurTeam®. O niej napiszę w innym poście
Obie rzeczy były produkowane równo 3 dni. Przypadkiem
dowiedziałam się, że sklep mam tak na prawdę po sąsiedzku i nie muszę czekać na
paczkę. Muszę też pochwalić bardzo miłą obsługę sklepu, nie ma problemów z
niestandardowymi zamówieniami :)
Co zamówiłam? Wg strony furkidzZ.eu: "Typ zapięcia:
Zatrzask plastikowy; Szerokość taśmy: 4,0 cm; Obwód szyi psa: 40-50cm;
Podszycie (+9 zł i +1cm szer.)" - zapłaciłam 39zł
Co mówi strona o produkcie?
Skopiowane ze strony: "Do tworzenia produktów
FurkidZ.eu, używamy tylko sprawdzonych materiałów. Bazą są mocne taśmy
poliestrowe (odporność na zerwanie do 1200kg), na które naszyta jest ozdobna
tkanina - 100% bawełna. Wszystko jest dokładnie zszyte mocnymi nićmi
kaletniczymi, przy zachowaniu szczególnej uwagi w miejscach wszycia okuć, przy
których stosujemy min. 3-krotny szew.
Mocne, spawane okucia metalowe (oraz wyprofilowany
plastikowy zatrzask - jeżeli wybierasz wariant z zatrzaskiem), sprawiają, że
obroże są wytrzymałe, a jednocześnie bardzo ładnie dopasowują się do psiej
szyi."
Zamówione rzeczy dostałam spakowane w siateczkowy woreczek.
Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia.
Wymiary, materiały oraz kolory zgadzają się z opisem. Obroża
jest solidnie i ładnie wykonana, nie mam żadnych zarzutów. Przez grubość taśm
utrudniona jest zmiana regulacji, aczkolwiek po paru minutach starań udało się
:) Obroże celowo kupiłam większą (dłuższą, szerszą) ponieważ suka rośnie, a
mamy nadzieję, że trochę nam posłuży.
Produkt pięknie się prezentuje i w pełni zaspokoił moje
oczekiwania! Polecam ten sklep, ceny są zadowalające a obie zamówione przeze
mnie rzeczy zdają jak na razie egzamin. Więcej będę mogła powiedzieć po
dłuższym użytkowaniu.
wtorek, 14 lipca 2015
Spływ kajakowy + namioty... z psami. PHOTOS part 1.
Jednym słowem - udany. W dwóch słowach: bardzo udany. Spływ kajakowy, piękno natury, lasy, busz, szuwary, nenufary, kolorowe ważki, upał, czysta woda, spokój, świetne towarzystwo. Noclegi na dziko, namioty, ognisko, kucheneczka turystyczna i tanie dania w słoikach. Komary, gwiazdy, żarty i opowiastki. Wspaniałe wakacje.
Szkoda tylko, że część osób ze zdziwieniem dodaje:
Jak to zaplanować?
Co jeszcze mogę dodać? Wszędzie gdzie byliśmy, mogliśmy wejść z psami. Ostatni nocleg (domek letniskowy) również nie był problematyczny. W paru słowach: na Mazury tylko z psami :) Niesamowita przygoda, zacieśnianie więzi z czworonogami, nowe doświadczenia, odpoczynek (aktywny!) na łonie natury, dosłownie za grosze :) Polecam wszystkim!
Szkoda tylko, że część osób ze zdziwieniem dodaje:
Z PSAMI?!
Tak. Właśnie tak. Zabraliśmy na ten wyjazd 2 psy. W tym mojego wilczaka. Pół rocznego. JAK TO MOŻLIWE? Turyści, urlopowicze, kajak, namiot, woda, las. Jak?
Ano tak ;)
Taki wyjazd jest możliwy. Wystarczyło zaryzykować aby się o tym przekonać. Jak zapakować psa? Jakie mam rady i spostrzeżenia co do takiego wyjazdu?
CO ZABRAĆ ZE SOBĄ:
- obrożę odblaskową, dopasowane szelki, adresatkę (nawet jeśli pies ma czip.Ja zabrałam pomarańczową neonową obrożę z Decathlonu (dział myśliwski) z numerem telefonu napisanym markerem (tak by było go widać z większej odległości) - wyeliminowaliśmy tak zapinanie adresatki, która często przepada w chaszczach. Szelki mieliśmy typowo miejskie, skórzane - polecam takie które mają dodatkowy pasek pod brzuchem i są bardzie rozbudowane + uchwyt. Bardzo ułatwia to wyjmowanie psa z wody i wsadzanie do kajaka - bez sprawiania mu bólu.
- Smycz przepinaną lub dwie smycze: 1. krótsza to przemieszczania się miedzy ludźmi, dziećmi i innymi psami 2. dłuższa.
- długą linkę z mocnym karabińczykiem. Bardzo ułatwia to sprawę gdy trzeba rozbić obozowisko a pies plącze się nam pod nogami. Możemy owiązać psa do drzewa lub kajaka i mamy pewność, że nie zniknie nam z pola widzenia. Trzeba pamiętać o rozplątywaniu psa jeśli jest ruchliwy - może sobie zrobić krzywdę jeśli się zaplącze - moja Luna wymyśliła jak się samej rozplątywać, ale to dopiero 3 dnia. ;)
- Kocyk lub coś miękkiego. U mnie się sprawdziło. Mimo tego, że psy migrowały w namiocie, kładły się z początku na kocyku.
- Smaczki, kości lub inne smakołyki które zajmują czas. Były momenty, że pies się nudzi. Zwłaszcza młody. Kiedy my zajmowaliśmy się rozbijaniem obozu lub chcieliśmy porozmawiać przy kolacji pod gołym niebem - kości zajmowały psie pyszczki. Ja wzięłam 3 na 3 doby na głowę.
- Kaganiec. Nam nie był potrzebny, ale różnie bywa. Zawsze warto mieć przy sobą np na wypadek nieplanowanego przejazdu środkami komunikacji.
- Miska uniwersalna. Nam wystarczyła jedna turystyczna z najniższej półki oraz mała plastikowa miseczka. Przez większość dnia była w nich woda, a jedynie w porze karmienia (u nas raz dziennie obowiązkowo, czasem na wieczór dodatkowo) wylewaliśmy wodę i wysypywaliśmy karmę do suchych misek.
- Obroża odstraszająca kleszcze. Nasze psy nie były zabezpieczone kroplami, więc zainwestowaliśmy w obroże przeciw kleszczowe. Skuteczność dość realna - wyjęliśmy tylko 1 kleszcza jednej suce.

Jak to zaplanować?
- Mamy małego psa i młodego psa rasy dużej. Psy się pomieściły, dzięki temu, że moja miłość wybrała 3 osobowy solidny kajak. Na tyle siedział nasz napęd (moja miłość), w środkowym luku na bagażach poupychanych w wodoszczelne torby siedziała suczka rasy małej, a na przodzie, w moich "nogach" (precyzując - pomiędzy nimi, na nich, pod nimi) leżała Luna.
- Tak jak czytałam u Watahy w Podróży, także nasze psy nie miały wilczego apetytu w czasie wyjazdu. Mimo zabraniu 3 porcji na 3 doby psy zjadły może połowę. Nauka na następny wyjazd by nie przesadzać z ilością karmy gdy jedziemy odpoczywać biernie (czyt. psy jadą odpoczywać biernie).
- Śmiało bierzcie psa na kajaki jeśli jest dość usłuchany by grzecznie siedzieć sam w jednym miejscu. Jeśli wybieracie się na jednodniowy spływ kajakowy, pies może siedzieć w środkowym luku (przy 3 osobowym kajaku), lub na przodzie (2 osobowy kajak). Gdy wasza psia pociecha nie jest zbyt spokojna bo np jest młodym psiakiem (jak moja wilczaczka) śmiało można posadzić psa między nogami. Mając w ręku smycz, a dodatkowo trzymając psa kolanami - mamy całkowitą kontrolę nad naszym psem. Dziób kajaka oferuje nam sporo miejsca - moja suka mogła całkowicie skryć się przed słońcem, lub położyć się wygodnie.
- Zanim zaskoczymy psa spaniem pod namiotem polecam rozłożyć namiot w domu, wejść do środka i zaprosić psa. Jeśli zapozna się z nim w bezpiecznym miejscu będzie mu łatwiej usiedzieć spokojnie w namiocie. :) Poświęciliśmy na ten zabieg 10 min i noce były spokojne. Oczywiście, nie wiemy, czy to zasługa domowego eksperymentu, ale zrobiliśmy tak i było OK.
- Przed wejściem do kajaku starałam się zapewnić im więcej ruchu. Cały dzień w kajaku + noc w namiocie -> nie zapominajmy o zapewnieniu psu odpowiedniej dawki ruchu. Im więcej się porusza przed wypłynięciem - tym spokojniejszy będzie w kajaku, im więcej się wyżyje po wyjściu z niego - tym lepiej będzie spał.
- Po rozbiciu obozowiska warto poświęcić psu więcej czasu na spacer o szerokim zasięgu "terenowym". Po pierwsze, umożliwimy psu załatwienie wszystkich potrzeb fizjologicznych. Po drugie, jeśli psa po spacerze upniemy to zdążymy tym spacerem zapewnić mu jakąś dawkę ruchu (będzie mu się z pewnością lepiej spało :) ), a po trzecie w razie gdyby jakiś cudem oswobodził by się ze smyczy i poszedł sobie sam na eksploracje, to mamy większe szanse, że się nie zagubi i nie wpadnie w panikę, jeśli za daleko odejdzie. Nie jestem psim psychologiem/behawiorystą ale z moich doświadczeń wynika, że zdaje to egzamin. Robię tak zwykle przed puszczeniem Luny luzem na nowym terenie. Czuje się pewniej, wie w którą stronę do domu i doznaje mniejszego szoku gdy coś ją wystraszy.
OBAWY:
- Co, jeśli pies wyskoczy z kajaka? Od czego mamy szelki i smycz? Przez całą trasę kajakowania trzymałam psy na smyczach. Nawet jeśli którejś zdarzyło się wskoczyć do wody (za łabędziem np, lub po to by się ochłodzić) nie trzeba było panikować: przyciągałam psa smyczą do kajaka i chwytałam za szelki. Na szczęście wilczaczce się to nie zdarzyło :) ale raz ładowałam ją z wody na pomost, gdy się pod nim zaplątała i nie umiała sama wejść. W takich sytuacjach sprawdzą się szelki, o których pisałam wcześniej.
- Jeśli psu się coś stanie, to co wtedy? Na różnych portalach i blogach widziałam noty o tym jak skompletować apteczkę dla psa. Nie będę powtarzała treści, jednak wystarczy poświęcić na to parę minut przed monitorem komputera. Przed wyjazdem należy sprawdzić trasę jaką będziemy się poruszali, ustalić sobie najbliższe kliniki weterynaryjne, kursy komunikacji miejskiej czy nawet taksówki (jeśli to większa miejscowość/miasto). Niezastąpiona jest w takich wypadkach działająca komórka z internetem. Jedyne co nas może ograniczać to brak zasięgu, ale jeśli mamy dobrze zapamiętaną trasę, w krytycznych sytuacjach można postępować już na czuja.+ Pierwsza pomoc dla psa. Internet jest bankiem wiedzy, informacji. Korzystajmy z tego!
- Gdy popsuje się pogoda, zacznie padać, będzie gradobicie i deszcz meteorytów to co zrobimy z psem?! Najprościej ujmując, wystarczy śledzić prognozy pogody. Tak, tak... nie zawsze się sprawdzają, ale życie zwykle bywa pełne niespodzianek. Gdy pracujemy nad trasą naszego spływu, warto poszukać w sieci i podzwonić do wszystkich punktów noclegowych. Spanie z mokrym psem w namiocie, w mokrych ubraniach i mokrym śpiworze może nie brzmieć zbyt optymistycznie. Ostatecznie można przenocować w tak zwanych '"domkach". W takich miejscach turystycznych jak szeroko pojęte Mazury jest ich wiele, ale upewnijmy się, że jesteśmy mile widziani z psami. Jeśli jednak chcemy być bardzo dzicy, szaleni, nieustraszeni i nie szczędzimy pieniędzy na gadżety, możemy zainwestować wcześniej w płaszcz przeciwdeszczowy dla psa. Może nie osłoni to 100% ciała zwierzaka, ale zdecydowaną większość. :)
Etykiety:
aktywne psy,
dla psa,
podróże z psem,
przed wyprawą,
psiarze,
psie sporty,
spacery,
szczeniak,
wakacje,
wilczak,
wilczaki,
wilczaki czechosłowackie,
wilk,
wilki,
wyprawy z psem,
życie z psem
niedziela, 12 lipca 2015
Zakupów czas.
Obiecałam posta o wyjeździe (spływ kajakowy + namioty), ale czekam na zdjęcia - jeszcze chwilę się wstrzymam z publikacją.
Za to przymierzałam się od dłuższego czasu do zakupów. Rzecz jasna internetowych , jak wiadomo nie mamy czasu na jeżdżenie po sklepach. Czekamy na dostawę z Juliusa K9 (wybrałyśmy sobie kolor na zamówienie), zamówienie z Furkidz'a realizuje się (okazało się, że właściciele sklepu to moi sąsiedzi, więc nie będę czekała na listonosza ;P), a zamówiłyśmy obroże i smycz dla wilczej królewny. Dodatkowo postanowiłam zainwestować w Pokusę dla dorosłych psów (sztuk: 1) i dla szczeniąt (sztuk: 1) tak o, na próbę. Nie wydaje mi się abym miała w planach faszerować mojego psa pokusą, ale jeśli zasmakuje to zaopatrzymy się w większe opakowanie by dorzucać co jakiś czas :) Suplementów nie podaje prawie żadnych (poza wapnem rosnącej), po kieszeni bardzo nie zaboli, a i wilczyca skorzysta :)
Jak każdy, wiadomo, chciałabym zrobić większe zakupy, ale środki nam na to nie pozwalają. Ograniczyłyśmy się do rzeczy koniecznych, a pokusa wpadła nam w ramach mało kosztownego eksperymentu.
Za to przymierzałam się od dłuższego czasu do zakupów. Rzecz jasna internetowych , jak wiadomo nie mamy czasu na jeżdżenie po sklepach. Czekamy na dostawę z Juliusa K9 (wybrałyśmy sobie kolor na zamówienie), zamówienie z Furkidz'a realizuje się (okazało się, że właściciele sklepu to moi sąsiedzi, więc nie będę czekała na listonosza ;P), a zamówiłyśmy obroże i smycz dla wilczej królewny. Dodatkowo postanowiłam zainwestować w Pokusę dla dorosłych psów (sztuk: 1) i dla szczeniąt (sztuk: 1) tak o, na próbę. Nie wydaje mi się abym miała w planach faszerować mojego psa pokusą, ale jeśli zasmakuje to zaopatrzymy się w większe opakowanie by dorzucać co jakiś czas :) Suplementów nie podaje prawie żadnych (poza wapnem rosnącej), po kieszeni bardzo nie zaboli, a i wilczyca skorzysta :)
Jak każdy, wiadomo, chciałabym zrobić większe zakupy, ale środki nam na to nie pozwalają. Ograniczyłyśmy się do rzeczy koniecznych, a pokusa wpadła nam w ramach mało kosztownego eksperymentu.
Czym jest pokusa? Zapraszam do przeczytania notki poniżej:
PODRÓŻE Z PSEM - POKUSA test
Wracając do szelek, smyczy i obroży... Spacery z Luną są jeszcze problematyczne. Problematyczne są, jeśli wychodzimy na miasto, do tłumu ludzi, tam gdzie samochody i gwar. Walczymy z lękami i socjalizujemy się jak tylko możemy, ale bez pewnych narzędzi mamy z tym problem. Jako, że "na Warszawę" ruszamy z 2 psami, a wygodniej jest gdy obojgiem psów steruje 1 osoba, zainwestowałam w małe ułatwienie. Każdy kto spacerował gdziekolwiek z 2 psami z 2 smyczami wie o czym mówię. Nie unikniemy podcinania nóg (jeśli jeden z psów ma pomysł zmienić kierunek za naszymi plecami, oczywiście niepostrzeżenie - by następnie wypruć radośnie do przodu yhh). Na to zaradzić może tylko nauczenie psa chodzenia obok nas a nie za nami. Jednak gdy psy idą łeb w łeb, węszą, kręcą się np na trawniku - nie trudno o zaplątanie się dwóch smyczy. Znalazłam na to rozwiązanie za ok 50zł. Jest to smycz stworzona z myślą o takich spacerach. Kiedy dostaniemy ją do rąk i przetestujemy - machniemy jakąś recenzję :)
Konkretne szelki zakupuje z myślą o wycieczkach: zarówno tych mniejszych jak i większych. Pisałam już o tym w jednym z postów.
Ostatnia została nowa obroża. Nie będę kłamała, że Luna ma smycz podpiętą do obroży. Czasami nam się zdarza ale jestem fanką szelek. Nic mnie nie przekona do zmiany podejścia ;) jednak ciężko jest mi przypiąć numerek (adresatkę) do szelek. Majta się to mało estetycznie, brzdąka i jakoś jest to mało widoczne. Pomijam to, że chcę sukę zaczipować... Jednak adresatki bywają niezastąpione -> czasem jest to pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy gdy widzimy błąkającego się psa.- 1 rzecz, która olśniewa przeciętnego kowalskiego "o! ten pies ma właściciela musiał się zagubić lub uciec!".
Obroży mamy kilka. Pomarańczową neonową z wymarkerowanym numerem telefonu (sprawdza się na wyjazdach), przeciętną cienką odblaskową (idealna na nocne spacery po osiedlu). Nie mamy jednak obroży "na miasto". Jestem typową kobietą i lubię błyskotki - stwierdziłam, że póki mam środki to zainwestuje w coś co będzie mi się wizualnie podobało i doda uroku wilkowi :D Będzie ciut księżniczkowo, ale załagodzi ten efekt nowa smycz :p Przekonacie sie o tym jak opiszemy nasze odczucia :)
Zastanawiam się jeszcze nad jednymi szelkami. Z racji tego, że chcę wrócić na serio do dogtrekkingu (a precyzując: wrócić do momentu kiedy poważnie chciałam się za to zabrać i zaczęłam robić pierwsze podejścia), zainteresowały mnie uprzęże dla psów typu SLED i NORWESKIE. Jak na razie chcę dostrzec różnice między oboma typami i wybrać odpowiednie dla nas. Wiąże się to z zakupem nowego pasu biodrowego - znów mam ochotę zaszaleć!!! Jednak nie wiem co na to mój portfel więc nie zdecydowałam się jeszcze.
Kajakowo namiotowa Luna, przyłapana na drapaniu się :)
Etykiety:
akcesoria dla psów,
dla psa,
dogtrekking,
obroża,
pies,
pokusa,
psie sporty,
psie zakupy,
psy,
smycz,
spacery,
suplementy,
szelki,
wakacje,
wilk,
zakupy
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















