Dzisiaj znów zapomniałam o wilku jaki w niej jest. Mimo chodzenia na smyczy, "siad" na komendę, spaniu ze mną w łóżku, jedzeniu z miski itp nadal ma w sobie Canis Lupus Lupusa.
Byliśmy dziś stadkiem na spacerze w jednym z popularnych warszawskich parków. Piękna pogoda, dzieci, wózki, psy, całe rodziny. W dwóch słowach: masa ludzi. 4-nożne były dwie, ruda i Lunka. Po oswojeniu się młodej z gwarem puściłam ją ze smyczy. Bywały momenty, że hałas i tłum oszałamiają mojego wilczaka. Miała wtedy problem z koncentracją i łatwo się gubiła. Poradziłyśmy sobie z tym, za każdym razem odnajdywała mnie wzrokiem i trzymała się raczej blisko: nas, lub swojej rudej przyjaciółki.
Spacer zmierzał ku końcowi i obraliśmy kierunek na plac zabaw. Miałam gdzieś w oddali przeczucie, że może powinnam zapiąć sukę na smycz, ale postanowiłam dać jej szansę. Przecież było ok.....
Było, dopóki nie trzeba było przejść koło placu zabaw, między ludźmi grającymi w koszykówkę, między rodzinami z dziećmi itp itd. Widziałam, że się stara, ale nie mogła się przełamać i kiedy odległość między nami osiągnęła jakieś 10m (gdzie zwykle to wystarczy bo czuje się odłączona od stada i biegnie do nas czym prędzej) nagle zrobiła zwrot i... dala nogę. Dałam jej może 2 sekundy na "ominięcie" bajora ale bajoro ominęła i zniknęła mi w krzakach. Mało rozradowana rzuciłam się w pogoń. To był ten moment kiedy wilczak ogłuchł na wszelkie komendy i rozkazy. Nie była to ignorancja ani "testowanie sił". Dostała zwykłego ataku lęku a panika kazała jej uciekać.
Nie zwiała daleko, nie zdążyła wybiec z parkowego lasku, za to stwierdziła, że w połowie zdewastowane drzewo będzie świetną jamą i zaczęła sobie pomagać kopaniem. Byłabym mega wściekła gdybym widziała w tym "niezależność" i "psią samowole" pomieszaną z chamską ignorancją.. Jednak to nie było niczym z wyżej wymienionych rzeczy. To był pierwotny strach, który zajął jej umysł i kazał działać wyjątkowo instynktownie. Pomijając to, że instynktownie powinna podążać za nami... Zrozumiałam, że dystans pomagał ale w momencie gdy było mniej ludzi/. Gwar, hałas, szum spowodował, że totalnie straciła kontakt z bazą i najprawdopodobniej my (czyli dwoje dorosłych i dziecko) staliśmy się niewidoczni w tłumie.
Po tej przygodzie wiem jedno. Nie ma chodzenia bez smyczy gdy robi się gęściej. Dalej się socjalizujemy ze społeczeństwem i muszę przyznać, że idzie nam coraz lepiej :)
Co do wilka w wilczaku... Poniżej załączam pare zdjęć wilka europejskiego (euroazjatyckiego) oraz pierwszych czechosłowackich prób stworzenia wilczo-psiej hybrydy, z angl. wolfdog'a, po naszemu by to było.. wilkopsa :)
CANIS LUPUS LUPUS
____________________
pierwsze wilczaki czechosłowackie






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz