niedziela, 13 września 2015

Czas zmian - czyli trzeb iść do przodu

Będąc teraz daleko od domu, mając wiele czasu na przemyślenia (praca jaką tu wykonuje umożliwia mi całogodzinne rozmyślanie i zatapanie się w najglębsze zakątki mojego umysłu) doszłam do pewnych wniosków. Nie są to myśli nowe, ale teraz wydają się być zdecydowanie silniejsze i konieczne do zrealizowania. Myśli te dotyczą spraw czysto osobistych, ale idą równo z moim wilczym sercem - Luną.

Życie stawia przed nami nowe potrzeby, nowe pragnienia i zmusza nas do ich realizacji poprzez różne mało przyjemne odczucia. Może trochę skaczę na głęboką wodę (i to z wilczakiem), ale muszę -MUSIMY to zrobić. 

Musimy się wyprowadzić. Nie, nigdy nie mieszkałyśmy u naszego smaca alfa. On ma swoją nore a my miałyśmy swoją. Tylko, że nasza to dom rodzinny, to wieczne bycie "córką''. To bycie wiecznym dzieckiem zaczyna być uciążliwe, mimo że wielu moich znajomych chwali sobie taki styl życia i za nic w świecie nie zamieniło by się na własne, odpowiedzialne i mniej wygodne... 

Jednak my musimy mieć SWOJE miejsce. Szukamy go, staramy sie wszystko posklejać. Tak naprawde to ja staram się poskladać wszystko  w głowie, moja Luna nie musi się tym martwić.
Muszę znaleść tanie lokum o znośnym metrażu w odpowiedniej lokalizacji. Bardzo tanie, bo nigdy nie wiem co będzie za miesiąc. Musi być wystarczająco blisko wszystkich mioich baz, a dodatkowo wymagamy by akceptowało zwierzęta. Ba, musimy mieć swój pokój i w miare przyjazną okolice - W końcu wilczak to wilczak a nie york. Wszystkie te nasze wymagania razem, składają się w coś co na wejśćciu dostało łatkę "awykonalne".

I co teraz? Oczywiście szukamy po znajomych, rozpytujemy, przeszukujemy internet. W wersji awaryjnej możemy mieszkaćz kimś, ale ten ktoś ma podobne wymagania co my. Podwójnie "awykonalne". Dwie kobiety, dwa psy i kot. Malo pieniędzy, te same potrzeby względem lokalizacji... Potrzeba nam chyba odrobiny szczęścia. 

W idealnym świecie mieszkałabym sama z Luną, płacąc studencki (niski) czynsz i dopłacała za internet.  Mialybyśmy blisko na uczelnie, do miłości, do parku, do domu rodzinnego (wzlędnie blisko, bo to dość daleko :P) . 

Jak to będziędzie - nie wiem. Myślę, szukam, rozpytuje, męcze, marzę, łudzę się, śnię na jawie. Kiedy nam się uda, czy w ogóle nam się uda, czy będzie dobrze, czy nie popełnimy największego błędu w życiu... Nigdy nie wiemy. Nigdy tego nie wiemy. Patrze na ekranie w te złote wilcze oczy i myślę: "musi nam się udać moja bura rozbojnico, musi"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz