U nas sprawa ma się o tyle dobrze, że nie rzuciłam mojej burej na głęboką wodę. Zdarzało się tak, że kilka dni musiała spędzić na wsi u mojej mamy. Stopniowo przyzwyczajała się do pomieszkiwania z innym stadem/sforą/watahą. Oczywiście, nie było to różowe, ale znośne. Znała otoczenie, ludzi, zwierzęta, zapachy. Miała swoje bezpieczne kryjówki, zwyczaje, które praktykowała tylko mamy na podwórku.
Wiem, że tęski za mną i płacze me serce gdy o tym myślę. Straam się skupić na tym, że robie to też dla niej. Dzięki temu będziemy ogły mieć takie życie na jakie zasługujemy, spełniając marzenia. Musi przecierpieć te dni by potem cieszyć się mną i innymi rozrywkami. Nie dzieje jej się krzywda - muszę o tym pamiętać. Ma zapewnionyruch, zabawe, pożywienie, ciepło, miłość, naukę. Ten miesiąc z hakiem jakoś przeżyjemy, pózniej będzie tylo lepiej. Życie czasem doświadcza nas na różne sposoby. Nie zawsze są to sytuacje przyjemne miłe czykomfortowe dla nas i/lub naszych bliskich. Trzeba nauczyć się tego, by przejść to w możliwie jak najmniej bolesny sposób!
Nie jestem osobą bez serca - po 3 tygodniach przyjechałam do domu na weekend, żeby móc wyściskać psiaki, zwierzaki i inne stworzenia. Chociaż tyle, aby nie zwariować. Wilczydło? Pozatum, że niegrzeczne gdy mnie nie ma, nie okazywała inaczej swego bólu z powodu rozłąki :) Pozostało jeszcze trochę, już niedługo razem ļedziemy leżały na sofie i pisały posta!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz