czwartek, 30 lipca 2015

SLED szelki - czyli pierwsza lekcja dogtrekkingu ;)

Ten post będzie o:
1. nowych SLED'ach
2. Pierwszej lekcji trekkingu a właściwie DOGtrekkingu. 

1. Zacznijmy od początku!
W ramach psich sportów postanowiłam zacząć poważny dogtrekking. Zaczęłam od zakupów.
Po przeszperaniu internetu wybór był prosty --> sklep SALI.PL

Ceny przystępne, wizualnie OK, paru blogerów też robiło tam zakupy --> zaufałam. Nie znam się (jeszcze) na tym, to moja pierwsza przygoda z dogtrekkingiem zobaczymy za parę tygodni jak szelki zdadzą egzamin. Oczywiście zakupiłam "akuratne" czyli takie by w obwodzie już pasowało ALE by pasowało nam również za miesiąc czy dwa... czyt, ciut za duże (zobaczycie na zdjęciach).

Luna wygląda w nich nieco zabawnie, zwłaszcza jak stoi. Paski śmiesznie odstają i w pierwszej chwili nieco zwątpiłam :p dopiero jak podpięłam sukę do smyczy i ruszyła - dostrzegłam jakiś sens.



UWAGA. Jeśli coś odstaje nie przejmujcie się tym. Jeśli w ruchu zdaje egzamin - jest ok. Przynajmniej tak mi się wydaje :) 

Wracając do samych szelek... Wszystko zgadza się z opisem. Solidnie, sensownie, bez udziwnień. Polecam, zwłaszcza jeśli jesteśmy początkujący i nie chcemy wydać fortuny na "dzień dobry".

Co do noszenia i użytkowania - psa trzeba nauczyć w nich chodzić. Nie jest to takie hop-siup. I właśnie tu zaczęła się nasza 1 lekcja dogtekkingu :)

2. Z początku Luna musiała zrozumieć, że ma iść przede mną. Szelki skonstruowane są dla psów ciągnących czyli logiczne - pies nie może iść obok nas ani nieco przed nami. Żeby ją do tego przekonać wymyśliłam komendę "prosto" która w Luniastym języku ma oznaczać "idź przed przewodnikiem, środkiem". Pies nie rozumie polskiego, a słowa mają taki sens jaki mu nadamy :) Zaczynam zawsze od "idź" co po naszemu oznacza "możesz już ruszyć". Kiedy zaczyna iść zachęcam ją by mnie wyprzedziła, mówiąc PROSTO. Kiedy trafiała na właściwy tor słyszała milutkie "dobrze!". Szło jak szło, ale jakoś załapała. Oczywiście zbaczała z trasy, przecież była w nowej okolicy i ciekawość czasem zwyciężała, ale nie ganiłam ją zbyt mocno. Korygowałam i powtarzałam wszystko w koło. W połowie drogi w jedną stronę, trzymałam się już kategorycznie "PROSTO", jeśli zbaczała z trasy słyszała "NIE", które zna aż za dobrze.

Ciężki trening, ale to nasza 1 lekcja była więc do zaakceptowania. Następnym razem nie będzie zadziwiona nową okolicą, będę wymagała już więcej.



Jakie wnioski z tej lekcji?

Żeby SLEDy miały sens, pies musi być usłuchany na spacerach i znać podstawy. Jasne, można go tego uczyć mając szelki (uprząż) tak jak my to robimy, ale łatwiej będzie gdy nasz pies opanuje chociaż chodzenie przed nami na komendę. Lunę uczyłam tego "na" obroży. Inaczej nie umiała zrozumieć o co mi chodzi. Sledy mają kółeczko tuż przy ogonie, więc manewr smyczą jest utrudniony, bo sledy nie służą ani do zmiany kierunku ani do "przeciągnięcia" na przód.

Jak na razie, to jedyne nasze spostrzeżenia. Zobaczymy co będzie dalej!

1 komentarz:

  1. Te sledy są dużo za duże, główny dolny pasek przechodzi daleko za żebrami + zwyczajnie widać że są bardzo luźne, a muszą być dobrze dopasowane

    OdpowiedzUsuń